Podmienione imiona i nazwiska skradzionego kontynentu
przez
w dniu 25-09-2011 o 22:04 (281 Odwiedzin)
Gdyby ktoś doszedł do nazwisk współczesnych Nikantlaka (dla przypomnienia: tak zwanych „Indian”) mógłby zwątpić czy tacy ludzie w ogóle jeszcze istnieją. Weźmy za przykład przedstawioną w tym arykule piosenkę: autorem poezji jest Natalio Hernández-Hernández, natomiast autorem przełożenia tego na piosenkę jest Lila Downs. Tak sucho przedstawiona informacja o autorach daje wrażenie, że poza językiem i inspiracją pre-amerykańską kulturą, dzieło to nie ma nic wspólnego z Ixachitlanem, bo tworzone jest przez Europejczyków. Tak przynajmniej należy sądzić po ich europejskich imionach i nazwiskach. Dopiero głębsza inwestygacja może przynieść nam informacje, że ci ludzie tak naprawdę mają korzenie prawdziwie ixachitlańskie. Nazwiska ich nacji zostały w większej mierze podmienione europejskimi. Działo się to za sprawą akcji, wspomnianej w pierwszym artykule tej strony „A resztki z tych, co byli tu pierwsi, pytacie? Siłą w tę lepszą, zwycięską kulturę wcielić…”, czyli przymusową europeizacją tego, czego nie dało się już wybić.
W przypadku ziem, podbijanych przez Wielką Brytanię podmienianie imion odbywało się w pierwszej kolejności przez brak indentyfikacji oryginalnych tytułów, jakie nadawali sobie Ixachitlańczycy. Później kościoły i różne sekty protestanckie podczas przymusowej chrystianizacji nadawały im imiona świętych. Dla mężczyzn bardzo często np. Louis, John, Mark, Gregory; dla kobiet Mary, Catherine, Dorothy… Wszystko działo się przy współpracy z nowymi rządami, które przeważnie uznawały te imiona za jedyny oficjalny tytuł, służący do identyfikacji tych ludzi. Do kompletu zostały dodane tylko nazwiska – wybierano przeważnie takie najbardziej przeciętne dla Brytyjczyków. Np. dziś najpopularniejsze nazwiska rdzennej ludności terenów, okupowanych przez Stany Zjednoczone to w pierwszej kolejności Smith, w drugiej Johnson. Inne to Jones, Williams, Brown, White, Davis, Wilson. Wszystkie wybitnie angielskie – miało to na celu wyeliminować poczucie odmienności Nikantlaka i wcielenie ich w nową machinę, opartą o takie czynniki kulturowe, jak język angielski, czy chrześcijaństwo (stąd imiona świętych).
W przypadku ziem, podbijanych przez państwa latynoskie sytuacja wyglądała w zasadzie identycznie, jedynie miejsce kościołów i sekt protestanckich zajmował Kościół katolicki. Bardzo często zajmowali się tym misjonarze, którzy przy chrzczeniu nadawali jedno z najbardziej popularnych świętych imion, kompletnie ignorując godność, nadaną przez rodzinę. Wszystko zależało od kaprysu duchownego, który nadawał imiona jak leci. Dla osobników płci męskiej najczęściej José, Pablo, Jesús (co dosłownie oznacza Jezus); dla osobników płci żeńskiej María (co oznacza Maryja), Guadalupe itd. Dodawano do tego nazwiska, ale tylko te najbardziej powszechne, którymi rzadko kiedy w państwach latynoskich tytułował się osobnik wyższej sfery. Były to między innymi: González, Hernández, García, Rodríguez, Martínez, López, Pérez, Sánchez, Ramírez, Benítez. Wszystko to poskutkowało tym, że w takim kraju, jak Meksyk (gdzie pochodzenie Nikantlaka nie należy do rzadkości) osobnicy o tychże nazwiskach najprawdopodobniej mają gdzieś choć jednego przodka ixachitlańskiej krwi, któremu właśnie takie nazwisko zostało przydzielone.
Należy przy tym wszystkim zaznaczyć, że nieprawdziwa jest wersja, przedstawiana przez niektórych historyków, jakoby Ixachitlan nie posiadał nazwisk. Wystarczy przytoczyć bardziej znane postacie, np. tlaszkaltecki lider wojenny Xicotencatl, którego pełny tytuł brzmiał Xicotencatl II Axayacatl – nie kończył się zatem tylko na imieniu. Takie nazwiska można spotkać po dziś dzień (np. Catzim – nazwisko Majów), lub ich zeuropeizowane wersje (np. Macuixtle), jednak należą one do rzadkości i wywodzą się ze sfer, w których misjonarze mieli trudności z poprawnym przebiegiem chrystianizacji.
Z imionami też jest krucho, choć mogłoby się wydawać, że w zasadzie rodzic ma prawo dać swojemu dziecku imię takie, jakie uzna za stosowne. Niestety, po dziś dzień jest to ciężkie. Rządy mają często listę konkretnych imion, które można nadać i wszystko co wykracza poza tę listę jest nieosiągalne. „Bo co jeśli rodzic nada dziecku obraźliwe imię?!” – usłyszymy od jakiegoś zatroskanego polityka. Współcześnie istnieje wiele takich sytuacji, w których rodzina nie może nazwać dziecka „po swojemu”. I problemy pojawiają się nawet jeśli jakieś ixachitlańskie imię oficjalnie funkcjonuje jako imię, „rozpoznawalne przez rząd”. Znam osobiście jeden przypadek, w którym rodzina z nacji Nahua nazwała swą córkę Xōchitl (co w języku nahuatl oznacza „kwiat”), jednak w parafii (przez którą w praktyce mieszkańcy wiosek zmuszeni są załatwiać wiele spraw) ksiądz przetłumaczył to na hiszpański i tak też zapisał – Flor. Gdy wszystko doszło do urzędu tam przekształcili to na Flores – popularne, hiszpańskie imię żeńskie.
Też dlatego ukuło się powiedzenie „Īcce tocaitl ahmō tēchneyōlomaxi„, co w języku nahuatl oznacza dosłownie „po jednym tytule nas nie rozpoznasz„, i ten „jeden tytuł” interpretowany jest jako imiona i nazwiska, widniejące w rządowych papierach współczesnych państw Ixachitlanu. Często nie mają one żadnego znaczenia dla antyrządowych nacji Nikantlaka, zamiast nich posługują się własnymi „pseudonimami”, które zazwyczaj ignorowane są przez świat zewnętrzny. Na ten przykład wspomniany wyżej Natalio Hernández-Hernández często używa pseudonimu Xocoyotzin, jednak jest on uznawany za mniej wartościowy niż oficjalne nazwisko. Co jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe, bo dlaczego coś, co zostało nadane z przymusu ma większą wartość niż własny tytuł? Sam nie uznaję swego pospolitego elemele, nadanego siłą mym przodkom przez Hiszpanów – zastępuje to własnymi imionami ixachitlańskimi.
Inną sprawą jest polska godność, której z kolei polscy przodkowie nie dali sobie zastąpić np. niemiecką. Cieszę się, że choć z tej strony moja godność ma związek z mym pochodzeniem etnicznym i nie nazywam się np. Schmidt.
http://ixachitlan.pl/533










Wyślij na e-mail