Po trzęsieniu ziemi, na moim blogu pojawił się wpis niejakiego „Grega”, w którym zapytał się mnie wprost: „Jak ta cała anarchia działa w Haiti ?”
Oto moja odpowiedź. Kiedy rothbardianie mówią, że popierają anarchię, mają na myśli fakt, że każdemu dowolnemu społeczeństwu będzie się wiodło gorzej przy istniejącym rządzie (ceteris paribus), który posiadałby monopol w kwestii ustanawiania prawa jak i jego egzekwowania. (Koncentruję się tutaj na praktycznych wnioskach, nie na etycznych rozważaniach.)
Rothbardianin nie zaprzeczyłby, że gdyby wojna nuklearna lub wirus grypy uśmierciły 99 procent światowej populacji – włączając w to wszystkich polityków – to skutek w postaci anarchii byłby okropny. Jednakże, gdyby w podobnej sytuacji przeżyłaby wystarczająca ilość polityków, by utrzymać funkcjonujące rządy, skutki również byłyby opłakane. W rzeczywistości, jeśli Rothbard ma rację, ocalałym będzie gorzej, gdy zdadzą sobie sprawę, że zamiast inżynierów lub rolników przeżyła jakaś grupka polityków.
Mimo, że ten film o wakacjach w Somalii jest niezaprzeczenie bardzo błyskotliwy, to opiera się całkowicie na błędzie logicznym. Rząd Somalii nie rozwiązał się pokojowo, ponieważ wystarczająca większość Somalijczyków przeczytała mój esej na temat społeczeństwa bezpaństwowego i nagle otworzyli oczy. Nie, rząd Somalii był skorumpowaną dyktaturą wojskową, która wprowadzała kolejne socjalistyczne ustawy, aż w końcu została pokonana w wojnie domowej. W istocie, dominujący gang stracił swoją zdolność do egzekwowania monopolu na przemoc w regionie, a wcześniej podległe gangi ewoluowały, by wypełnić próżnię władzy.
Kiedy mamy do czynienia z przypadkiem Somalii, nieistotne jest pytanie: „Czy wolałbyś żyć w Stanach Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii ze stabilnymi rządami, czy w Somalii z konkurującymi ze sobą watażkami?”
Istotniejsze wydaje się być pytanie: „Czy Somalijczykom żyje się lepiej bez rządu czy z jego pomocą?”. Paru ekonomistów (np. Pete Leeson) twierdziło, że somalijska anarchia – jaka by nie była - jest lepsza od somalijskiego etatyzmu. Krytycy, którzy odrzucają ideę uporządkowanej anarchii, wskazując na Somalię po upadku rządu w 1991 roku, nie zdają sobie sprawy, że rothbardianie mogą bardzo podobnie „udowodnić” jak bardzo złe są rządy, wskazując na tę samą Somalię przed 1991 rokiem. (Zauważmy, że wielu uważa, iż okres anarchii w Somalii zakończył się w 2006 roku.)
Anarchia na Haiti ?
W przypadku Haiti, wielu ekonomistów, którzy zazwyczaj sympatyzują z ideą wolnego rynku i w pełni rozpoznają problem rządowych pomocy dla biednych krajów, natychmiastowo wzywało właśnie do takich masywnych działań ze strony amerykańskiego rządu w następstwie trzęsienia ziemi. Takim analitykom wydaje się okropieństwem zostawienie Haitańczyków umierających na ołtarzu anarchistycznej ideologii, kiedy rząd USA może im ofiarować tyle pomocy, dzięki swym ogromnym środkom finansowym i militarnym.
Chwila, moment. W jakim sensie możemy opisać sytuację na Haiti, nawet po trzęsieniu ziemi, jako polityczną anarchię ? Po katastrofie nadal istniały resztki rządowych sił prawnych, jak to opisuje historia umieszczona w Wall Street Journal 20 stycznia:
Ryzykowali życiem, nurkując w szczeliny z pustymi workami od ryżu, szukając pozostałości obuwia i innych dóbr.
Ryzykowali także gniewem policji, która co jakiś czas uspakajała ich, używając długich pałek.
Zatroskani ludzie „z zewnątrz”, którzy czują, że „ktoś musi tam jechać i powstrzymać przemoc”, popełniają klasyczny błąd w ekonomii, skupiając się na tym, co widać, a ignorując niewidoczne skutki rządowej interwencji. Tak, nie mam wątpliwości, że „siły pokojowe” na Haiti rozprawią się z paroma kryminalnymi występkami i prawdopodobnie uchronią od wielu zgonów na skutek przemocy.
Jednak to nie jedyna kwestia do rozpatrzenia. Prawdą jest również, iż napływ zagranicznych wojsk rozbroi prywatne milicje i zapobiegnie rozwojowi sił wśród niezliczonej ilości zdecentralizowanych grup. Bez wątpienia pojawią się ludzie, którzy zostaną zamordowani w najbliższych latach
- a. przez zagraniczne oddziały, które omyłkowo źle zareagowały na nagłą sytuację,
- b. przez prywatnych drobnych przestępców, ponieważ ich ofiary są rozbrojone lub nie mogą przystąpić do prywatnych milicji ze względu na przepisy nakładane przez okupantów,
- c. przez gangi narkotykowe, które przekupiły stacjonujące wojska, by ugruntować swoją władzę nad bezradnymi mieszkańcami Haiti.
Nie twierdzę, że powyższe uwagi udowadniają, iż więcej niewinnych Haitańczyków zginie przy asyście „sił pokojowych” niż bez. Chcę jedynie wskazać, że ludzie wołający o takie interwencje zazwyczaj nie zdają sobie sprawy z możliwych niezamierzonych konsekwencji ich żądań. Są podobni do lewicowych liberałów, proszących rząd o finansowanie szkół, „ponieważ w kraju analfabetów byłoby po prostu okropnie.”
Rząd nienawidzi konkurencji
Istnieje kolejny ważny powód, dla którego absurdem jest nazywanie Haiti po katastrofie polityczną anarchią. W końcu, jeśli kilku Amerykanów uznało, że wysłanie tysięcy ciężko uzbrojonych ludzi na Haiti w celu stłumienia przemocy i ustanowienia dystrybucji żywności oraz opieki medycznej za dobry pomysł, to co ich powstrzymuje przed wolontariatem ? Lub, bardziej realistycznie, co zatrzymało Amerykański Czerwony Krzyż i inne organizacje przed zatrudnieniem prywatnych firm ochroniarskich ?
Jeśli większość uważa to za dobry pomysł to dlaczego musiał się w to wtrącać rząd federalny Stanów Zjednoczonych ? Amerykanie, którzy tak sądzili mogli przecież się zgłosić na ochotnika lub zapłacić innym za wykonanie tej roboty. Wyobrażacie sobie jednak Baracka Obamę ściskającego M16, broniąc Michelle, która rozdaje butelkowaną wodę dla sierot ?
Oczywiście, to żart. Powód, dla którego rząd USA „musiał” koordynować wysiłki ratunkowe na Haiti jest taki, że ukarałby on każdą prywatną grupę, która próbowałaby podjąć się podobnej misji przy porównywalnym wysiłku i odpowiedniej obronie jej uczestników. Gdyby zagraniczni handlarze bronią zaczęli sprzedawać granatniki, kanistry z gazem łzawiącym, rynsztunek i inne urządzenia pozarządowym grupom na Haiti, to marynarka USA na pewno przerwałaby ich frachty z powodu działań „destabilizacyjnych”.
Po namyśle widzimy, że na Haiti nigdy nie było jakiejkolwiek nadziei na rozkwit prywatnych agencji ochron na wzór tych, o których pisze Rothbard. Analogicznie, jeśli siły powietrzne Stanów Zjednoczonych zbombardowałyby wszystkie niezatwierdzone farmy Haitańczyków, a marynarka przechwyciłaby każde dostawy żywności, wtedy etatyści mogliby „udowodnić”, że wolny rynek w rolnictwie to straszny pomysł, prowadzący do pewnego głodu.
Wniosek
Wahałem się z pisaniem tego artykułu, gdyż straszną tandetą jest wykorzystywanie ludzkiej tragedii do celów politycznych. Niemniej jednak, by ludzie zrozumieli, jak bardzo niszczące są rządowe monopole, musimy oczyścić umysły ze stereotypów, które nieuchronnie rozwijają się w takich sytuacjach. Wśród wszystkich innych problemów, z którymi mają do czynienia mieszkańcy Haiti w wyniku trzęsienia ziemi, pozostaje obecność potężnego rządu federalnego Stanów Zjednoczonych, który pilnuje, by wszelkie działania pomocowe były wcześniej zatwierdzone przez Baracka Obamę.
Dokonywanie takich obserwacji nie potępia jednocześnie kilku wyborów prezydenta Obamy, które podjął w odniesieniu do Haiti. Celem tego artykułu nie jest ani chwalenie, ani ostra krytyka poszczególnych akcji podjętych przez rząd USA. Raczej zauważam tutaj prosty fakt, że nawet, jeśli rząd „nic by nie zrobił” w sprawie ludzi na ulicach, to nadal bardzo silnie ingerowałby w sytuację na Haiti. W rzeczywistości, Haitańczycy „korzystali” z pomocy militarnej Stanów Zjednoczonych od lat, co po części przyczyniło się do tego, że byli tak źle przygotowani do radzenia sobie z tak potężną katastrofą jak trzęsienie ziemi.
Robert P. Murphy - 26.01.2010
Tłumaczenie - Tomasz Poborca (Kiszka)



Menu
Kategorie






Ostatnie posty
Ostatnie wpisy na blogach
Wiadomość