Jeffrey Tucker
W trakcie mojego niedzielnego spaceru, pewien miły chłopiec próbował sprzedać mi lemoniadę. Kiełkujący przedsiębiorca! Mimo to, odmawiam. Ten więc wzmacnia swoje podejście: "Przekazuję zyski na rzecz walki ze znęcaniem się nad dziećmi."
Wciąż odmawiam, teraz jest mi łatwiej, gdy połączył godne pochwały przedsięwzięcie z wielką społeczną patologią, której dwunastoletni chłopiec nie może zaradzić – chyba że zbiera pieniądze na ucieczkę z domu?
W ciągu jednego dnia, był to około dziesiąty raz, kiedy byłem napastowany społeczną odpowiedzialnością w trakcie załatwiania codziennych spraw. W sklepie spożywczym zapewniano mnie, że uratuję planetę poprzez kupienie tego pudełka płatków i tego worka frytków. Jeśli kupiłbym tę, zamiast tamtej kawy, pomógłbym biednym wieśniakom z jakiegoś odległego zakątka świata osiągnąć sprawiedliwość społeczną. Grosze z napoju energetycznego miałyby pomóc uleczyć dystrofie mięśniowe. Moja kawa jest tak społecznie świadoma, że ocala drzewa i w ten sposób stabilizuje temperaturę globu. Jeśli użyję określonej wyszukiwarki, pomagam finansować fundacje, które czynią świat lepszym.
Reaguję dwojako na tę ingerencję w coś, co w przeciwnym wypadku byłoby normalną praktyką w społeczeństwie rynkowym:
1. To udowadnia, że tradycyjne psioczenie na kapitalizm jest błędne. Tu nie tylko chodzi o osobistą korzyść dla nielicznych. Przedsiębiorstwa mogą być w równym stopniu oświecone co przedsiębiorcy. Należy zauważyć, że cały ten godny pochwały altruizm jest osiągany poprzez wymianę dóbr, która była niesłusznie oczerniana jako samolubna. Jak widzimy, nie ma sprzeczności między robieniem czegoś dobrze a czynieniem dobra. Wszystkie te innowacje, które spalają trzeci sektor charytatywności z pierwszym sektorem szukania zysku pokazują, że kapitalizm może dostosować się do czasów nowoczesnego społecznego zaangażowania.
2. Czy moglibyśmy skończyć tę farsę i wrócić do starego dobrego kupowania i sprzedawania?
Reakcja nr 2 dominuje u mnie w tym wypadku.
Nieliczne z założeń tych przedsięwzięć utrzymują się, gdy się im przyjrzymy. Na przykład sprawa kubka kawy. Jeśli kupienie jej ocali drzewa, to jeszcze lepszym na to sposobem jest nie kupowanie jej. I nie jest oczywiste, że obniżenie popytu na papier w ogóle ocali drzewa, gdyż niższy popyt ewentualnie będzie znaczył mniejszy sens sadzenia i odnawiania zasobów. Tak czy inaczej, czy musimy ocalać drzewa? Czy ktoś zna optymalną liczbę drzew, które mają rosnąć na Ziemi w danym momencie?
Przypadek sprawiedliwej społecznie kawy jest tym, który naprawdę działa mi na nerwy. Plantacje kawy, które mają najwyższe płace i inne dogodności dla ich pracowników są największymi i najlepiej ustawionymi plantacjami z najszerszymi koneksjami. Te mniejsze, rodzinne plantacje nie mogą sobie pozwolić na to wszystko, ale mają też gorszy dostęp do agencji ratingowych i firm eksportowych. Dlaczego, konkretnie, konsumenci mieliby faworyzować korporacyjne grube ryby w stosunku do rodzinnych farm i robić to w imię oświeconej świadomości społecznej? Cała kampania na rzecz
kawy fair-trade jest jednym z najdziwniejszych i najbardziej sprzecznych przedsięwzięć, jaki głupawa lewica kiedykolwiek wyśniła.
Z jednej strony, to część geniuszu kapitalizmu, że wynagradza on klasę przedsiębiorców, którzy mogą użyć jakiejkolwiek zmiany trendów do zrobienia kasy.
Fakt, że płatki śniadaniowe nazywają się "Cukrowe mlaski", czy "Gliniasto-miodowe kawałki" nie robi mi żadnej różnicy i jeśli jakiś geniusz marketingu sądzi, że firma produkująca płatki może zarobić więcej pieniędzy na jednej nazwie niż drugiej, więc dobrze dla niego i firmy. Kapitalizm jest tak cholernie dobry w tym co robi, że może tak zbajerować ogłupionych socjalistów, aby wybulili kasę na jego produkty.
Ale wciąż mam dość dwulicowości tego schematu. Pomyślcie o tym dzieciaku, który próbował sprzedać mi lemoniadę. Postawienie stoiska z lemoniadą jest rzeczą godną podziwu. Zużył swoją energię i czas. Musi utrzymywać lód zmrożonym, podawać kubeczki i przekonywać ludzi do zakupu. Musi wybrać dobre miejsce na osiedlu, aby postawić stoisko. Być może musi sam musi kupować składniki. Czy osiągnie zysk? Nic nie jest pewne na tym świecie. Najprawdopodobniej nie i będzie subsydiowany przez swoich rodziców. Ale jeśli osiągnie jakiś zysk? Czyż nie byłoby to piękne? Nie byłoby nic złego w świecie, w którym ten dzieciak, poświęciwszy swoja niedzielę, mógłby wrzucić 5 dolarów do swojej świnki-skarbonki.
Ale nie, to nie może się zdarzyć! W zamian, został nauczony społecznego etosu, według którego nie może nigdy, przenigdy przyznać się do osiągnięcia osobistej korzyści. Musi wymyślić jakąś historyjkę, jak to przekaże cały przychód na rzecz jakiejś szczytnej wizji świata bez znęcania się nad dziećmi. Czyż nie wystarczy, że daje tuzinowi ludzi niedzielne odświeżenie i zabiera w zamian kilka dolców?
Spójrzmy na najstarszy wkład myśli liberalnej: poprzez mechanizm obopólnie korzystnej wymiany społeczeństwo rynkowe używa prywatnego zysku do osiągnięcia dobra społecznego. Kupuję butelkę mleka, a sprzedawca bierze zapłatę. Obaj mówimy "dziękuję", ponieważ obaj przekazaliśmy sobie dar i jesteśmy 'do przodu'. Zyski w formie pieniądze są używane do rozszerzenia produkcji, aby było jeszcze więcej okazji do handlu. Pomnóżmy te malutkie wymiany i inwestycje przez światową populację i otrzymamy jeszcze piękniejszy i dorodniejszy ogród pokoju i dobrobytu.
Jaka jest w tym rola dawania na cele charytatywne? Jest ono umożliwiane przez wzrost kapitału i dobrobytu. Jeśli, po zaspokojeniu podstawowych potrzeb, zostało wystarczająco, ludzie zwracają ku wdowom, sierotom, chorym, symfoniom, galeriom sztuki, ocalaniu salamander, promocji religii, zakładaniu stowarzyszeń przędzalniczych i milionom innych spraw – z których wszystkie są dowodem wzrastającej zamożności.
Kierunek ciągu przyczyn i skutków jest w tym przypadku ważny. Po pierwsze: rynek. Po drugie: inwestycje i handel. Po trzecie: dobrobyt. Aż wreszcie: miriady inicjatyw społecznych które zawierają się w kategorii charytatywności, sprawiedliwości społecznej i tym podobnych. Czemu tak obawiamy się mówienia prawdy o tym stopniowym planie tworzenia cywilizacji? Dlaczego jesteśmy tak zdeterminowani do zacierania różnic między konkretnymi etapami?
Co więcej, jeśli chcę dawać na cele charytatywne, jestem w pełni w stanie robić to samemu i według własnych wartości. Nie potrzebuję przedsiębiorstw do pokazywania mi ścieżki do prawdziwego oświecenia. Kiedy ktoś przychodzi, aby dyktować mi jakie powinny być moje wartości, po prostu go odpycham. Ja chcę tylko produktów i usług. Resztę spraw wezmę w swoje ręce. Co w tym jest skomplikowanego?
W czasie kryzysu na Haiti na początku tego roku, ledwo mogłem poruszać się z miejsca na miejsce bez nagabywania mnie, żebym wybulił na Haiti. Nie miał znaczenia fakt, że na poprzednim przystanku dałem 1000 dolarów, na kolejnym przystanku byłem, niezbyt subtelnie, popychany do demonstrowania, że zależy mi ponownie. W pewnym momencie tej manii, liczba osób zbierających na Haiti wydawała się być większa od liczby darczyńców w stosunku dwa do jednego. Tak jakby klasa zbierających charytatywnie miała jakiś specjalny status w społeczeństwie, a my wszyscy mamy to respektować.
Jak wyjaśnić tę manię? Może to tylko naciągactwo. Nazwijmy to charytatywnym naciągactwem. Jest więcej dolców do zrobienia na szerzeniu winy i współczucia, niż oferowaniu dóbr i usług. Tak więc, każdy dołącza po swoją dolę.
To jedna teoria, ale nie idzie ona dalej. Moja teoria jest taka, że antykapitalistyczna mentalność poczyniła poważne spustoszenie. Nie zniszczyła jeszcze społeczeństwa rynkowego, ale skłoniła to społeczeństwo do porzucenia podziwu dla magii i chwały zawartej w jego strukturze i logice. Dlaczego tak się stało? Ponieważ nie rozumiemy już jak to się dzieje, że przekształcamy osobisty interes w dobro publiczne. Najprostsza lekcja ekonomii, udowadniana wiele razy na przestrzeni 500 lat, została porzucona przez ludzi.
Tak w ogóle, kiedy ten dzieciak powiedział mi, że zbiera pieniądze, aby powstrzymać znęcanie się nad dziećmi, odpowiedziałem następująco: "Mam nadzieję, że zatrzymasz część dla siebie. Będziesz musiał jakoś żyć."
Opadła mu szczęka. Mam nadzieję, że zapamięta to, co mu powiedziałem, a jego rodzice nie będą mnie ścigać za znęcanie się nad nim.
Źródło:
http://mises.org/daily/4286
Tłumaczenie: neshy
Wiadomość