Akcja powieści "Non stop" Briana W. Aldissa nie jest osadzona tak daleko, jak akcja poprzednio czytanej przeze mnie "Cieplarni". Niemniej i tutaj skala czasowa, może nie głównych wydarzeń, ale poprzedzających je jest bardzo rozległa. Oto zaawansowani technicznie Ziemianie mają pomysł na przeludnienie macierzystej planety - kolonizację kosmosu. Trzeba jednak znaleźć planetę, która się nadaje do takiego celu. Planeta się znajduje, niemniej lot na nią musi być tak długi, że pomiędzy tymi, którzy opuszczą Ziemię, a tymi którzy zobaczą "nowy ląd" będą pokolenia żyjące i umierające w trakcie podróży. W tym celu konstruuje się gigantyczny statek, ze wszystkim, czego potrzeba do życia podróżnikom, z pełnym wyposażeniem, z fauną i florą z Ziemi, z maszynami, z takimi udogodnieniami, jak działający na pokładzie cykl czasowy oparty na czuwaniu i porze na sen. Tak wyekwipowany statek opuszcza planetę i udaje się w kierunku dalekiej destynacji.
Tylko czy naprawdę był kiedyś statek? Może to po prostu naturalny świat ludzi? Świat, który kiedyś należał do Gigantów, a teraz resztki po nim biorą w posiadanie surowo zorganizowane, kierujące się systemem tzw. Nauki (jej fragmenty uważny czytelnik skojarzy) ludzkie plemiona. Do takiego plemienia należy myśliwy Roy Complain, polujący w gąszczach roślin, które porastają korytarze, prowadzący nie najgorsze, jak na standardy plemienia życia, ale mimo to tęskniący czasem za czymś innym, za czymś wielkim. Wyruszy w wyprawę, która pomoże mu się przekonać, co to takiego było. I przekonać się, czy świat w którym żyje jest naturalnym światem, czy jednak statkiem, jak, ku niechęci plemienia głoszą niektórzy - chociażby kapłan Henry Marapper, organizujący wyprawę w celu znalezienia legendarnej sterowni i zarządzającej nią kapitana. A wyruszający mają się czego obawiać - ludzie mówią o powracających Gigantach, których ktoś widział, o tajemniczych, infiltrujących plemiona, upiorach czy o świetnie zorganizowanych Ludziach z Dziobu. Wyprawa prowadzić będzie przez pokłady o różnym stanie zachowania, zamieszkane przez różnych lokatorów, także podejrzanie dobrze zorganizowane szczury.
Tych zagadnień - czy to na pewno statek, czy dotarł do miejsca przeznaczenia, ile czasu minęło od jego startu, czy ciągle leci - zdradzać nie będę Czytelnikom. Powiem tylko, że koncepcja Aldissa jest niesamowicie przemyślana, a różne drobne szczegóły, na które radzę zwracać uwagę - jak zarzucana jednemu z bohaterów powolność czy poprawianie pierścienia, a nawet opis upływania czasu - znajdują swoje zaskakujące wyjaśnienie. Efekt końcowy jest zapadający w pamięć i niesamowity. Fabuła tej książki to po prostu majstersztyk.
Tak jak w "Cieplarni", choć w zupełnie inny sposób, położony jest nacisk na długie trwanie, na to co - fizycznie i psychicznie dzieje się z przemijającymi pokoleniami, o tym, jak ewoluują ludzie, jak i systemy przez nich wyznawane. Świat wykreowany przez Aldissa żyje, również szczegółowością, autor ujął wpływ wywierany przez Naukę na bohaterów czy ciekawie stosowane przez nich pozdrowienia "Ekspansji twojego ja.", "Twoim kosztem!". Także tło powieści jest dopracowane, nie tylko główna nić fabuły.
Jak zawsze, podobać się może język Aldissa. Współcześni, zwłaszcza polscy autorzy, powinni brać z niego przykład. Można pisać bez ciągłego rzucania mięsem, można poruszać czytelnika bez epatowania obrzydliwościami. Ten talent, znany starym pisarzom, powinien być znów odkryty przez nowych.
"Non stop" potwierdza niezwykle wysoki poziom tego pisarza. Dziwne, że jest on tak mało znany, przynajmniej ja nie kojarzyłem jeszcze niedawno tego nazwiska. Postaram się dotrzeć do kolejnych pozycji tego autora.
Jeszcze drobny drobiazg: są dwa polskie tłumaczenie, starsze i nowsze, korzystałem z nowszego. Są różnice w nazewnictwie, ponoć w starszym bohaterowie mówią "Przestrzeni dla twojego ja", "Dziobowcy". Nie wiem, które jest lepsze, nie porównywałem z oryginałem.



Menu
Kategorie






Ostatnie posty
?
Ostatnie wpisy na blogach