Oto książka, w której Korwin nie zajmuje się podatkami, ubezpieczeniami ani zasadami, którymi winno kierować się państwo. To książka mająca być sui generis poradnikiem wychowywania dzieci, chociaż autor zawarł w niej też wiele ciekawych uwag na temat rodziny jako takiej, jak i świata otaczającego dziecko. Musiała się chyba cieszyć popularnością, ponieważ liczy sobie aż cztery wydanie. Pierwsze sięga 1991 roku, ja korzystałem z czwartego (Rzeszów 2007). Jednak nie wiem, jakie treści zostały uaktualnione – część wpisów ma w nawiasach dodane, kiedy Korwin je pisał, z racji że sytuacja była inna niż teraz – i zazwyczaj te daty sięgają połowy lat 90tych. Tym samym jest to książka pisana przez Korwina „wcześniejszego” – a jak mi ktoś opowiadał – „wcześniejszy” Korwin miał być właśnie na swych szczytach intelektualnych. Jest to chyba jedna z ciekawszych książek Korwina, jakie można przeczytać – nie jest to jakiś n-ty zbiór felietonów, tylko książka o zupełnie osobnej, i to głównie rodzinnej, tematyce.
„Vademecum...” to luźny zbiór ułożonych alfabetycznie haseł (jest ich ponad setka) od o zdradzającej oczywistą tematykę jak „Zabawa” , „Choroba”, „Kłótnia”, „Jedynak” po tak zatytułowane, że trzeba je przeczytać, by wiedzieć, o co autorowi chodziło – „”Młynarz śpiący” czy „Ogon osła”. Zazwyczaj hasło ma charakter porady, ale bywa też ogólniejszą uwagą (jedno tłumaczy np. czym jest cybernetyka i jaką rolę odgrywa w niej homeostaza), a czasem refleksję filozoficzną („Czy warto być ojcem w dzisiejszych czasach).
Warto dodać, że Korwin wcale nie uważa się za wszechwiedzący autorytet – przyznaje, że sam popełnia błędy, że można się z nim nie zgadzać, że czasem stawia tylko hipotezy. Jednocześnie stanowczo odradza czytać książkę kobietom, o czym uporczywie przypomina i na okładce i na specjalnym dla kobiet wstępie zniechęcającym. Czasem opisuje bowiem reakcje kobiet i ich domniemane stanowisko wobec wychowania dzieci, nie zawsze zgodne z poglądami autora. Uważa, że matka powinna pełnić inną rolę niż ojciec, który musi do tej roli podejść poważnie, racjonalnie i odpowiedzialnie.
W „Vademecum...” dużo miejsca poświęca się ojcu jako głowie rodziny, która musi kierować się pewnymi zasadami, pomimo iż dzisiejsze prawo i dominujące poglądy często mu w tym przeszkadzają. Korwin patrzy też na rodzinę jako pewną całość, z której działalności wiele wynika. Dziecko ma imitować zachowania rodziców, ważne więc, jak oni będą się zachowywać, również wobec siebie (złośliwości i kłótnie między sobą rodzice powinni wobec dziecka ukrywać). Uwagi o odpowiedzialności należą chyba do wartościowszych w całej książce. Ciekawe są też porady dotyczące spełniania poleceń przez dziecko czy pomysły na jego rozwijanie.
Nie zabrakło oczywiście i kontrowersji , niektórych już znanych z innych jego tekstów. Z książki przebija też często darwinizm społeczny – autor tłumaczy niektóre osiągnięcia kulturowe, jako skutek ewolucji przez pokolenia. Co więcej wygrywanie z przyszłym teściem w szachy w jednej kulturze miałoby nawet pomóc genowi dobrych szachistów się rozwijać. Kilka takich przemyśleń, jak i kontrowersyjnych rad można znaleźć w tej pracy.
Całość, choć są punkty, z którymi zgodzić się nie mogę, robi jednak bardzo interesujące wrażenie. To faktycznie bardzo oryginalna książka, a Korwin jest w niej czasem orędownikiem złotego środka. Bywa też w znacznej mierze rodzinnym konserwatystą. Z przemyśleniami tymi warto się zapoznać, choć ja bym nie kierował się wszystkimi przy wychowaniu dziecka...
Słyszałem, że w tej książce JKM popiera "prawo miecza" w stosunku do dziecka...
Cytowałem już ten konkretny fragment, ale każdy sposób jest dobry, aby powiększyć liczbę postów i ukrócić dywagacje nt. kolejnej książki JKM, której się nie przeczytało, a którą przypadkiem posiadam: http://frizona.pl/threads/7433-Z-kim...kieta%29/page2
Janusz Korwin-Mikke, Przerywanie ciąży [w: ] Vademecum ojca.
W dawnych dobrych czasach - mam na myśli Rzym republikański, gdy władza cesarzy nie odjęła praw obywatelskich pod fałszywym pretekstem ochrony słabszych obywateli każdy pan domu miał prawo miecza w stosunku do domowników. Mógł więc również - choć się to zdarzało nader rzadko - skazać syna na śmierć. Była to zasada dość rozsądna. Skazywał mąż dojrzały, rozumny, a skazany musiał popełnić konkretne poważne przewinienie.
Z tajemniczych przyczyn społeczność dzisiejsza odrzuciła ten obyczaj jako barbarzyństwo. [...]
Napisał K.Z.K.G.
są punkty, z którymi zgodzić się nie mogę, robi jednak bardzo interesujące wrażenie. To faktycznie bardzo oryginalna książka, a Korwin jest w niej czasem orędownikiem złotego środka. Bywa też w znacznej mierze rodzinnym konserwatystą. Z przemyśleniami tymi warto się zapoznać, choć ja bym nie kierował się wszystkimi przy wychowaniu dziecka...
No i o to właśnie chodzi... To nie jest "Biblia ojca", gotowych odpowiedzi jest tu baaardzo niewiele, więcej rad, zwracania uwagi na pewne problemy, a czasem nawet prowokacji (to typowe dla JKM...) - zresztą znając darwinizm społeczny cechujący autora, możemy być pewni, że zawarł w swym dziele niejedną zwodniczą "radę", której wykorzystanie przez "konkurencyjnych" ojców ma doprowadzić do pogorszenia się pewnych cech ich dzieci - i za kilkaset-kilka tysięcy lat tylko dzieci Korwin-Mikke będą dobre w jakiejś dziedzinie
W każdym razie JKM zaznacza już we wstępie:
Szanowny Panie! Spodziewa się Pan zostać ojcem - mężem - kochankiem - narzeczonym i stwierdził Pan, że na ten temat nie ma odpowiednich podręczników. I bardzo dobrze, że ich nie ma! Twórczość polega właśnie na samodzielnym rozwiązywaniu problemów. Gdyby posługiwał się Pan radami z podręcznika, stałby się Pan o d t w ó r c ą i zmniejszyłaby się w społeczeństwie jakże pożądana różnorodność (vide RÓŻNORODNOŚĆ). Zaglądanie do podręcznika to specjalność kobieca. Kobiety wolą bezpieczną przeciętność niż twórcze ryzyko. Pan jednak chce zapewne wychować Swoje dzieci tak, by były one n a j l e p s z y m i dziećmi - a "najlepsze", to takie, które Pan uważa za najlepsze. (...)
Życząc Panu przyjemnej i pożytecznej lektury (pożyteczna jest lektura, przy której wykrzyknie Pan: „Nie zgadzam się z tym facetem!" i przemyśli problem sam!) oraz otrząśnięcia się z plątaniny pojęć, którymi oplatać nas od lat próbuje kobiece lobby.
A teraz, żeby trochę potrollować (absolutnie bez szkody dla własnej satysfakcji i samouwielbienia, bo ja tę książkę mam z autografem autora, o!), podaję link do e-booka: http://docs8.chomikuj.pl/353139291,0...mecum-ojca.doc
Nie no, nie przejąłem się tak tym fragmentem, bo ma jednak nieco inne znaczenie, zwłaszcza gdy wspomnisz, co jest w "[...]" po zacytowanym przez Ciebie fragmencie:
Napisał A dalej jest...
Natomiast zabijanie dzieci, które nikomu w niczym nie zawiniły, na podstawie wyroku wydanego przez osobę chwiejną, której decyzja zależy od tego, do jakiej kliniki wejdzie i na jakiego "lekarza" lub lekarza trafi - a więc czyn bez wątpienia gorszy - uważane jest za zgodne z moralnością.
Ergo Korwin robi tu zostawienie: dzisiejsza cywilizacja uważa za barbarzyństwo dawny sąd pater familias ("racjonalnego ojca") kierującego się surowymi zasadami nawet w stosunku do własnego syna, jeżeli ten czymś zawinił; natomiast zezwala na zabicie istoty całkowicie niewinnej i to decyzją kobiety ("nieracjonalnej, uczuciowej matki"). Korwin napisał, że jest to GORSZE od skazywania na śmierć żyjącego dziecka (zresztą nie tylko dziecka - władza pater familias rozciągała się na rodzinę). Na boku, należałoby sprawdzić, jak wyglądało to historycznie, ale ja tu żadnego pochwalenia nie widzę. Raczej wniosek, że dzisiejsi postępowcy tropiący dawne barbarzyństwo popierają znacznie gorsze obecne. Jak się daje [...] w tym miejscu, co dałeś, to faktycznie wychodzi jakieś popieralnictwo, zwłaszcza, że znany jest tytuł rozdziału Przerywanie ciąży i aż włos się jeży, co Korwin powie dalej. A on dalej się aborcji sprzeciwia.
Ludzie którzy popełnili aborcję są mi tak samo obcy kulturowo jak Turcy ze wschodnich krańców Turcji którzy zabijają swoje córki jak spotykają się z chłopakami. Ponieważ nie interesuje mnie populacja wschodnich turków tak samo jest mi całkowicie obojętna populacja idiotów popełniających aborcję. (O dzieci się specjalnie nie martwię bo jako katolik wiem, że mają już znacznie lepiej, nawet lepiej ode mnie!(sic!) więc raczej im zazdroszczę). To co mnie jednak martwi to fakt, że zakaz aborcji jest tylko pierwszym krokiem, krokiem do ingerencji urzędnika w sprawy rodziny. Ja jestem wolnorynkowcem. Urzędnik nie powinien się wtrącać w sprawy rodziny tak ludzi cywilizowanych jak i prymitywów. Inaczej kończy się na totalnej inwigilacji rodziny. Niestety jedyny logiczny sposób na rozwiązanie tej kwestii to niedopuszczenie do jakiejkolwiek ingerencji urzędniczej. Inaczej, w imię szlachetnych ideałów sprowadzacie na nas jeszcze bardziej szlachetnych urzędników. Chroń nas Boże przed nimi. I stajecie się mimowolnie tzw. "pożytecznymi idiotami" z których socjaliści są bardzo dumni.
dawny sąd pater familias ("racjonalnego ojca") kierującego się surowymi zasadami nawet w stosunku do własnego syna, jeżeli ten czymś zawinił; natomiast zezwala na zabicie istoty całkowicie niewinnej i to decyzją kobiety ("nieracjonalnej, uczuciowej matki"). Korwin napisał, że jest to GORSZE od skazywania na śmierć żyjącego dziecka (zresztą nie tylko dziecka - władza pater familias rozciągała się na rodzinę). Na boku, należałoby sprawdzić, jak wyglądało to historycznie, ale ja tu żadnego pochwalenia nie widzę.
Jeśli masz na myśli prawo rzymskie to pater familias nie zawsze miał władzę również nad żoną, mogła ona pozostać sui iuris (niezależną, ale wtedy były problemy z dziedziczeniem). W ogóle małżeństwo to był tylko stan faktyczny nic poza tym, ważniejsze było czy wchodziła pod władzę męża czy nie. Prawo życia i śmierci nad dziećmi zostało zniesione/mocno ograniczone (nie pamiętam dokładnie) chyba nawet już w dawnej republice.
Przeczytałem ten wstęp i on mi nie odpowiada w taki sam sposób jak cały korwinizm, ale bardziej jawnie. Od razu dowiadujemy się, że lektura książki może być szkodliwa dla procesu wychowania (sic!), że p. JKM napisał tą książkę, gdyż jest niezbyt dobrym ojcem, a idealny ojciec nie powinien pisać takiej książki (sic!). Od razu więc widać, że p. JKM chce nami manipulować. Sprzedawać "szlachetne kłamstwa", a jego prawdziwe cele są ukryte. Na końcu człowiek nie wie czy rady mają zaszkodzić wychowaniu moich dzieci, a żona mogłaby te "szkody" powstrzymać dzięki wiedzy z prawdziwych poradników? Nie można zaprzeczyć, że p. JKM pobudza do myślenia, ale im więcej pobudza, tym bardziej człowiek mu nie ufa i nie chce na niego głosować.
Jeśli masz na myśli prawo rzymskie to pater familias nie zawsze miał władzę również nad żoną, mogła ona pozostać sui iuris (niezależną, ale wtedy były problemy z dziedziczeniem). W ogóle małżeństwo to był tylko stan faktyczny nic poza tym, ważniejsze było czy wchodziła pod władzę męża czy nie. Prawo życia i śmierci nad dziećmi zostało zniesione/mocno ograniczone (nie pamiętam dokładnie) chyba nawet już w dawnej republice.
Nie czuję się kompetentny w sprawie prawa rzymskiego ani żadnego innego, w tym fragmencie streszczałem tylko poglądy Korwina (a jak wiadomo, nieraz on upraszcza). Coś kojarzę, że prawo takie istniało tylko.
Swoją drogą: w NCz! teraz zaczęli drukować "Vademecum" w odcinkach. Możliwe, że będą nowe wpisy. Parę przypisów autora jest nowych. Być może szykuje się więc już piąte (?) wydanie, co by chyba oznaczało, że żadna inna książka Korwina nie jest tak popularna...
Witam, Ostatnio mam ponownie tą książkę w swoim zbiorze. Faję są rozdziały ,,cel wychowania'', autorytet'', jak również ,,lenistwo'': Ostatni jednak znalazłem fajny fragment na temat głowy rodziny: ,, ...Stare bajędy powiadają o smokach mnóstwo rzeczy nieprawdziwych. Na przykład głoszą, jakoby smoki miewały po siedem głów. Tak nigdy nie bywa/ Smok może mieć tylko jedną głowę, ponieważ obecność dwóch prowadzi natychmiast do gwałtownych kłótni i sporów; dlatego wielogłowce, jak je nazywają uczeni, wyginęły wskutek wewnętrznych niesnasek. Z natury uparte i tępe, potwory te nie znoszą najmniejszego sprzeciwu, więc dwie głowy w jednym ciele przywodzą do szybkiej śmierci, każda bowiem, pragnąc zrobić drugiej na złość, powstrzymuje się od posiłków, a nawet złośliwie wstrzymuje oddech - z wiadomym skutkiem.. Ten właśnie fenomen wykorzystał Euforiusz Tkliwas, wynalazca rusznicy antygłowowej. Smokowi wstrzeliwuje się małą, poręczną głowę elektronową w cielsko, momentalnie dochodzi do awantur, waśni, w rezultacie smok, jakby tknięty paraliżem, zesztywniały, tkwi w jednym miejscu dobę, tydzień, czasem miesiąc; bywało że po roku dopiero zmogło go wyczerpanie. W tym czasie można z nim robić, co mu się żywnie podoba.....''' W ten właśnie sposób współcześni SOCJALIŚCI niszczą najważniejszą część rodziny, czyli GŁOWĘ .
Kanadyjski think-thank Fraser Institute, udostępnił na swoich stronach wczorajsze wystąpienia dwóch Islandzkich ekonomistów którzy twierdzą że kanadyjski dollar może być rozwiązaniem dla ich kraju....
Od paru miesięcy w mediach kanadyjskich oraz islandzkich sporo się mówi że rząd w Rejkiawiku planuje zamienić swoją, mocno pokiereszowaną po kryzysie z 2008 roku, koronę na rzecz kanadyjskiej waluty....
Wiadomość