Pisanie tego znajduje 3 ważne uzasadnienia:
Współczesny losy ziem Ixachitlan nie są bez znaczenia – mają zasadnicze znaczenie dla jej – obecnie żyjących – rdzennych mieszkańców.
Mam dość spore doświadczenia z oboma tymi państwami: mieszkałem już w różnych miejscach w USA, rok chodziłem tam do szkoły; później mieszkałem w różnych miastach w Meksyku, obecnie studiuję w samej stolicy. Chciałbym jakoś to opisać i posklejać w całość.
Zróżnicowanie jest tak ogromne, że z pewnością jest warte uwagi. To ciekawe jak różne potrafią być 2 państwa, znajdujące się obok siebie.
Na wstępie pozwolę posłużyć się krótkim porównaniem, pełnym uogólnień, mającym na celu podziałanie na wyobraźnię.
Meksyk, kraj, w którym – w praktyce – wszystko jest legalne. W centrum miasta w tym samym miejscu potrafią stać obok siebie: prostytutki; dilerzy narkotyków; kościół katolicki; siostry zakonne, proszące o datki na kośćiół, konkurujące z lokalnym bezdomnym, proszącym o parę pesos; radiowóz z policjantami w środku, urządzającymi sobie pogawędkę z jedną z prostytutek; pełna klientów budka z tacos, obok której kręcą się z 3 bezpańskie psy, śliniące się na zapach mięsa; a w tle tego wszystkiego na chodniku bawią się dzieci.
Generalnie taki widok jest w tym kraju codziennością i nie ma w nim żadnej przesady. Wszystko, co wymieniłem może mieć swoją symbolikę:
Prostytutki = legalność.
Dilerzy narkotyków = teoria vs. praktyka, czyli to, co w teorii jest zakazane, w praktyce może być łatwo dostępne.
Kościół katolicki = silny katolicyzm, panujący w Meksyku, na każdym kroku można znaleźć kościół lub figurki świętych.
Siostry zakonne = narzucanie się przedstawicieli katolicyzmu, którzy w wielu miejscach objawiają swoje Prawdy lub proszą o pieniądze.
Bezdomny = bieda.
Radiowóz z policjantami = korupcja, bezczynność policji.
Budka z tacos = życie, toczące się na ulicy. W Meksyku na każdym rogu stoją budki z jedzeniem, które cieszą się ogromną popularnością. Na ulicach zaś zawsze jest pełno ludzi.
Bezpańskie psy = zaniedbanie i ogólna dzicz.
Dzieci, bawiące się na chodniku = brak specjalnego przewrażliwienia czy nadopiekuńczości. Ponadto każdy spędza tutaj wiele czasu na ulicy, już od małego.
Miasta w Meksyku rzadko kiedy posiadają coś takiego, jak kosze na śmieci – nie ma gdzie wyrzucić tego, co ma się do wyrzucenia. Dlatego też często ląduje to na ulicy. Przystanki w wielu miastach również należą do rzadkości – autobus trzeba łapać “ręcznie” (tj. obserwować czy się zbliża i machać do kierowcy, by ten zatrzymał pojazd). Z kolei same autobusy często są wybrakowane, mogą nie mieć np. drzwi – co ułatwia szybkie wskakiwanie do niego w przypadku gdy ten się nie zatrzyma. Do autobusów wsiadają czasem panowie, udających pasażerów, ale zamiast wyjąć pieniądze na swój przejazd, wyjmują pistolety i każą pasażerom oddać wszystkie kosztowności. Policja nazywa to “czynem mało szkodliwym”, dlatego się tym nie zajmuje. “A co? Zabili kogoś?” Spyta policjant, udający zajętego, w praktyce będący najprawdopodobniej w zmowie z przestępcami.
Do metra dosłownie na każdej stacji wchodzą ludzie, sprzedający coś, wrzeszczący o tym na cały wagon. Np. “ołówki z wbudowaną mapą metra – tylko 5 pesos!! Kupujcie ołówki z mapą za 5 pesos!!”, zagłuszane przez muzykę, którą puszcza facet z drugiej strony, po czym oznajmiający “Płyta z największymi przebojami tego lata za jedyne 10 pesos!” – wszystko oczywiście pirackie.
Istnieje tutaj wolność, ale tylko w sferach, zezwalających na mało-ambitne życie. Bez żadnych problemów można stanąć na chodniku i sprzedawać – w zasadzie co się tylko chce: używane rzeczy z domu, swoje wyroby artystyczne, wyroby kulinarne… Można też czyścić buty, śpiewać… Jednak przy rozpoczęciu produkcji na większą skalę na przeszkodzie staje państwo – ogrom biurokracji, urzędnicy, układy, mafie. W końcu nie bez powodu trzeci świat jest trzecim światem.

Po lewej: centrum (sic!) Culiacan, stolica stanu Sinaloa, Meksyk. Po prawej: centrum Los Angeles, w stanie Kalifornia, USA
Stany Zjednoczone Ameryki to z kolei w pewnym sensie przeciwieństwo Meksyku. Prostytutki i dilerzy chowają się gdzieś w zakamarkach, policja często organizuje łapanki na ludziach, którzy chcą skorzystać z ich usług. Kościoły stoją tu najróżniejsze – najróżniejszych wyznań. Z amerykańską policją nie ma żartów i słodkich pogawędek, jak z meksykańską. Jeden fałszywy ruch i zaczyna pałować. Życie na ulicy nie istnieje – ulice są wymarłe. Wszyscy poruszają się samochodami. Nawet po loda do sklepu. Jedzenie na ulicy to dla Amerykanów idea wprost z epoki kamienia łupanego. Na miejscu ulicznych budek z żarciem stoją budynki z fastfoodami – w środku czysto na błysk, jedzenie przyrządzane mechanicznie. Można sądzić, że dzieci nie istnieją, bo ich prawie nie widać – są gdzieś pochowane w domach przez swoich przewrażliwionych rodziców, którzy nawet nie pozwalają im spacerować do szkoły, bo to przecież niebezpieczne.
Miasta w USA zazwyczaj są czyste. Zależy oczywiście od dzielnicy, można znaleźć i taką, która będzie przypominała Meksyk, ale to nie jest norma. Zazwyczaj wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Autobusy przyjeżdżają punktualnie, wszystko według rozkładu. Mają drzwi, klimatyzację, w środku nawet kamery i obowiązkowo przystosowane są dla niepełnosprawnych. Choć i tak z autobusów prawie nikt nie korzysta – zazwyczaj jadą puste, albo wleką się nim jacyś bezdomni, gadający do samych siebie.
Jedno z pewnością trzeba przyznać – ekonomia Stanów robi wrażenie. Nowoczesne miasta i technologia, pełnia dóbr do nabycia, rozwinięta cywilizacja. Jest to miejsce możliwości – można rozwijać swoją działalność bez większych przeszkód, pod tym względem panuje tutaj dość sporo wolności. Jednak poza tym istnieje pewien schemat, którego przekroczenie równe jest kłopotom. Spróbuj złamać któreś z “przykazań”, np. przejść przez ulicę na czerwonym świetle…
Źródło: http://ixachitlan.pl/325



Menu
Kategorie






Ostatnie posty
?
Ostatnie wpisy na blogach
Wiadomość