• Krzysztof Śledziński: Prawo bezpaństwowe - teoria w praktyce cz. 1

    Czym jest prawo? Na pytanie to filozofowie, prawnicy, historycy starają się odpowiedzieć od stuleci. Przez wieki różne kierunki spierały się ze sobą o hegemonię co do pochodzenia i źródła prawa; wyróżniano koncepcje pozytywistyczne, prawnonaturalne, realistyczne. Obecnie dominuje pozycja pozytywistyczna, według której prawo można określić jako zespół reguł ustanowionych przez państwo, które państwo to może egzekwować dzięki przysługującemu mu przymusowi; wynika to z funkcji państwa, jaką jest zapewnienie porządku publicznego. Przymusowość jest jedną z immanentnych cech państwa. Przymus państwowy odróżniany jest od innych form przymusu dzięki dwóm właściwościom: skupieniu (może być on stosowany tylko przez działające z prawem organy państwa) i sformalizowaniu (jest on ujęty w procedury przewidziane przez prawo). Prawo ma być instrumentem sprawowania władzy publicznej, ramą, w której poruszają się rządzący oraz wyznacznikiem obowiązków i uprawnień obywateli. Prawo jest również zjawiskiem społecznym. Powstaje ono w grupie społecznej, jaką jest państwo, jest formułowane przez społeczeństwo za pośrednictwem instytucji państwowych, a jego funkcjonowanie uzależnione jest od społecznego przyzwolenia dla prawa. Od czasów Oświecenia można mówić o tzw. państwie prawnym, która to koncepcja jest dziś obowiązująca. Według niej, państwo samo narzuca sobie pewne więzy, określa granice władzy publicznej, jej kompetencje, zadania i tryb działania. Można stwierdzić, iż w państwie takim decyzje władcze muszą opierać się na prawie. Celem takiego typu organizacji państwowej ma być ochrona obywatela przed despotyzmem władz. Jak widać, prawo jest nierozerwalnie powiązane z państwem, stanowi jego nieodłączną część, do tego stopnia, że chciałoby się stwierdzić, że bez państwa prawo nie może istnieć. Pogląd ten rzekomo potwierdzają historyczne przesłanki, jak i fakt, że obecnie to państwo zdominowało całą przestrzeń prawną. Nawet w środowisku wolnościowym stanowisko to zdaje się dominować. James Buchanan i Gordon Tullock określają anarchię jako "Hobbesowską dżunglę", John Hospers twierdził, iż w anarchii "skoro nie ma państwa, to nie ma prawa", a Ayn Rand uważała , że "anarchia, jako zagadnienie polityczne, jest naiwną bezprzedmiotową abstrakcją (…) społeczeństwo bez zorganizowanego rządu znalazłoby się na łasce pierwszego lepszego przestępcy, który wtrąciłby je w chaos potyczek między bandami". Czy jednak stanowisko o nierozłączności prawa i państwa nie idzie za daleko, czy nie jest uzurpacją? Czy teorii prawa bez państwa nie odrzucono zbyt pochopnie i opierając się na niesprawdzonych przesłankach? W artykule tym postaram się odpowiedzieć na te pytania, przedstawiając argumenty teoretyczne i praktyczne w obronie jednej z koncepcji prawa bezpaństwowego (czy też: pozapaństwowego), jaką jest prawo policentryczne.

    Odpowiedzmy najpierw na pytanie zawarte w pierwszym zdaniu powyższego akapitu: czym jest prawo? Za Lonem Fullerem, amerykańskim jurystą, uznaję, że prawo to inicjatywa podporządkowania ludzkiego zachowania pewnym regułom. Prawo jest zatem swego rodzaju celową działalnością przedsiębraną przez jednostki w celu uregulowanie pewnych zachowań, a nie, jak głoszą pozytywiści, aktem suwerena, jakim jest państwo. Idąc dalej, czym jest prawo policentryczne? Jak wskazuje sama nazwa, zakłada ono współistnienie na jedynym obszarze konkurujących ze sobą porządków prawnych. Zgodnie z tym systemem, prawo nie jest oparte o terytorium, a o zgodę jednostek, konsumentów, których akceptacja reguł jest jednocześnie źródłem prawa. Prawo policentryczne jest zatem sprzecznym i alternatywnym systemem do prawo państwowego, monocentrycznego (tj. takiego, którego definiującą cechą jest obszar). Tom Bell argumentuje, że w zakres prawa policentrycznego wchodzą dwie kategorie: prawo zwyczajowe i prawo prywatne (a ściślej: prawo produkowane prywatnie, lecz ze względów stylistycznych używać będę tego pierwszego pojęcia). Prawo zwyczajowe to takie prawo, które powstaje na dłuższej przestrzeni czasu, nie posiada określonego twórcy i zlewa się z innymi, występującymi paralelnie do niego zwyczajami. Prawo prywatne, z kolei, wyrasta z intencji stron i odróżnia się tym od prawa zwyczajowego, że strony świadomie zgadzają się na przestrzeganie jego reguł. Są one uznawane nie dlatego, że stoi za nimi siła jakiejś instytucji, ale dlatego, że jednostka, mając na względzie rozmaite korzyści, zgadza się na zachowanie zgodne z nimi, pod warunkiem, że inne jednostki też się tak będą zachowywać. Policentryzm nie odnosi się do kwestii monopolu prawnego; logiczną wydaje się możliwość istnienia monopolistycznego prawa policentrycznego. W tej pracy będę jednak uznawać porządek policentryczny za synonimiczny z, jak ujął Randy Barnett, prawem niemonopolistycznym.


    Praktyka

    Przyjrzyjmy się teraz historycznym przykładom prawa policentrycznego. Przedstawienie tego zagadnienia pozwoli nie tylko na zobrazowanie, jak prawo policentryczne funkcjonowało i co oferowało społecznościom, które je przyjęły, ale umożliwi również wyciągnięcie wniosków z istniejących w historii porządków prawnych, dopasowanie ich do współczesnej sytuacji społeczno-ekonomicznej i przedstawienie całościowego modelu prawa policentrycznego, tj. ukazanie, jak prawo policentryczne mogłoby funkcjonować dziś. Wydaje się, że znaczna część prawa przedpaństwowego cechowała się policentryzmem; wieloośrodkowość jest również jednak możliwa w ramach państwa - określam to jako prawo pozapaństwowe, jako że drugi ośrodek prawny znajdował się poza terytorium państwa lub wywodził się z inicjatywy prywatnej.

    Poniżej opisane zostały trzy przykłady, jak kształtowało się prawo policentryczne na przestrzeni dziejów. Oczywiście, przypadków istnienia porządku prywatnego prawa jest znacznie więcej, a do najbardziej znanych i znaczących należą: opisywany przez Davida Friedmana i Rodericka Longa system islandzki, porządek irlandzki będący przedmiotem badań Josepha Pedena oraz występujące w Wielkiej Brytanii borhy. W tej pracy przedstawiam mniej znane i często pomijane przykłady: Papuasów Kapauku, lex mercatoria oraz prawo Dzikiego Zachodu. Wybór został jednak dokonany świadomie; każdy z opisanych przypadków zaistniał w zupełnie innej sytuacji politycznej. Kapauku wykształcili swój system prawny w stanie całkowitej anarchii; nie można mówić o państwie per se, rozumianym jako "organizacja w społeczeństwie, która próbuje utrzymać wyłączność przy użyciu siły i przemocy na danym terenie; w szczególności zaś jest jedyną organizacją w społeczeństwie, która uzyskuje swoje dochody nie z dobrowolnych datków czy płatności za świadczone usługi, ale na drodze przymusu". Występuje co najwyżej, stosując terminologię właściwą dla Alberta J. Nocka, rząd, będący upostaciowieniem "społecznej mocy" mający za zadanie umożliwiać wzajemną, pokojową koegzystencję jednostek. Lex mercatoria z kolei funkcjonowało razem z prawem państwowym. Te dwa porządki prawne, ufundowane na zupełnie różnych podstawach, współistniały ze sobą i wzajemnie się tolerowały, choć jurysdykcyjnie prawo państwowe przedstawiało roszczenia do spraw rozstrzyganych w sądach kupieckich. Nie miało to jednak wpływu na pokojowość relacji. Ostatni z przykładów, prawo Dzikiego Zachodu odróżnia się tym od wymienionych wyżej, że stanowi porządek prawny będący emanacją dobrowolnych działań jednostek i przez to pozostający w sprzeczności z uzurpującym sobie nadrzędność prawem państwowym. Można mówić o stanie wojny między tymi dwoma systemami; co więcej, prawo Dzikiego Zachodu można określić mianem prawa antypaństwowym, czarnostefowym, kontrekonomicznym. Jak pisze Samuel Edward Konkin: ""[C]zarny rynek" jest czymkolwiek zabronionym przez państwo i przekazywanym dalej niezależnie od tego". Jest ono więc swoistym ewenementem i dlatego stanowi przedmiot mojego szczególnego zainteresowania.


    A. Kapauku

    Pierwszym przykładem systemu prawnego odznaczającego się brakiem jednego ośrodka prawodawczego jest prawo Kapauku, papuaskiego plemienia żyjącego w zachodniej Nowej Gwinei. Kapauku podzieleni byli według pokrewieństwa. Rody wchodziły jednakże ze sobą, ze względów bezpieczeństwa i wygody, w porozumienia. Ustrojem politycznym właściwym dla Papuasów była anarchia, tj. brak instytucji państwa. Zamiast niego, występowali tzw. tonowi, najbogatsi, a co za tym idzie - najbardziej obrotni i darzeni największym szacunkiem. Jak pisze Popsil, tonowi jest "jednostką posiadającą ogromne ilości, służących za pieniądze, muszli ślimaków, pokaźny kredyt, kilkanaście żon, około dwudziestu świń, rozsądnie duży dom i wiele pól uprawnych". Tonowi musieli odznaczać się nie tylko mądrością, ale i zdolnością zjednania sobie pobratymców; najlepszą ku temu drogą było okazywanie szczodrości. Zawarcie kontraktu z danym tonowi polega na przyjęciu pożyczki przez zainteresowanego; umowa taka może być zerwana przez każdą ze stron. Tonowi był jednocześnie prawodawcą i sędzią; jego rola prawodawcza ograniczała się jednak do wydawania precedensów, jako że prawo oparte było w przeważającym stopniu na zwyczaju.

    Każdy członek plemienia należał jednocześnie do kilku grup, m. in. domostwa, rodziny, rodu, konfederacji; w każdej z tych grup podlegał innemu systemowi prawnemu, innym zbiorom reguł i sankcji. Można by domniemywać więc, że pomiędzy tymi systemami dojdzie do konfliktu. Nie miało to jednakże miejsca; problem ten rozwiązano następująco: jako że każdy mógł być sądzony tylko przez tego tonowi, któremu podlegał i z którym zawarł umowę, dysputę pomiędzy dwoma Papuasami rozsądzał tonowi z najniższej, zrzeszającej obie strony, grupy. Przykładowo, jeśli strony w procesie należały do jednej rodziny, spór rozsądzano na poziomie rodziny; jeśli pochodziły z jednego rodu, rozsądzał ich tonowi na poziomie rodu, itd., aż dochodzimy do konfederacji, której tonowi uznać możemy za najwyższego sędziego. Nie istniały jednakże apelacje od jednego poziomu do drugiego, wyroki były więc ostateczne. Jedynym sposobem na wyrażenie dezaprobaty z powodu orzeczonego wyroku było zerwanie kontraktu z danym tonowi.

    Proces u Kapauku prowadzony był zawsze według takiego samego schematu. Zaczynał się od głośnej kłótni, w której powód oskarżał pozwanego o popełnienie jakiegoś czynu, czemu ten ostatni zaprzeczał. Celem owej głośności było zwrócenie uwagi i zebranie w jednym miejscu jak największej ilości ludzi, w tym przynajmniej jednego tonowi. Tonowi przysłuchiwał się wymianie zdań, zeznań i przysiąg; nie mógł jednak pozwolić, żeby dyskusja zmieniła się w bójkę lub, co gorsza, wojnę. Dopuszczenie do takiej sytuacji dowodziło nieudolności danego tonowi; zdarzało się to niezmiernie rzadko - na 176 sporów obserwowanych przez Pospisla jedynie 5 przerodziło się w walkę na kije, a jeden - w wojnę. Po tej fazie, tonowi rozpoczynał śledztwo - gromadził dowody, przesłuchiwał świadków i strony w sporze, przeszukiwał scenę przestępstwa, po czym przechodził do tzw. boko duwai, czyli procesu podejmowania decyzji. "Podsumowywał wtedy całość dowodów, odwoływał się do ważnych zasad i precedensów i sugerował, co powinno być uczynione".

    Jeśli członek plemienia został uznany winnym, skazywano go na karę, zwykle pieniężną. Często zdarzało się, że oskarżony płacił orzeczoną w kontrakcie sumę lub odszkodowanie. Jako że priorytetową wartością była wolność jednostki, odrzucano karę więzienia oraz kary cielesne. Jednakże, czasami tonowi orzekał karę alternatywną: pieniężną albo cielesną; jej wybór należał do poszkodowanego. W tym przypadku kara cielesna polegała na obiciu głowy i ramion osądzonego, który mógł się jednak bronić i w razie potrzeby kontratakować; zwykle poddawano się karze bez próby obrony. Przy części przestępstw uznano, iż odszkodowanie jest niewystarczającą karą i odwoływano się do fizycznej eliminacji jednostki. Pozbawienie życia miało zwykle miejsce podczas zasadzki, żeby po pierwsze zapewnić skazanemu możliwość ucieczki i obrony oraz po drugie, żeby nie naruszać jego wolności.

    Rodzajem kary był również ostracyzm. Przyjmował on dwie formy. Pierwsza z nich była równoległa do kary, to jest człowiek skazany wyrokiem jednocześnie narażony był na psychologiczne lub społeczne sankcje. Mogły one występować również jako szamańskie klątwy, których efektem miało być przeklęcie lub nawet śmierć skazanego. Drugi sposób wyrażania społecznej dezaprobaty następował, gdy skazany odmówił uznania wyroku. Uznawano go wtedy za wyjętego spod prawa, co oznaczało, że każdy, kto go spotka może go bez żadnych konsekwencji pozbawić życia lub wygonić (banicja), co również prowadził miało do śmierci.

    System prawny Kapauku odznaczał się także sprawnością w dostosowywaniu się do zmian. Prawo zmieniało się, gdy zmieniał się zwyczaj lub gdy wyjątkowo wpływowy tonowi proponował jakiekolwiek poprawki do istniejącego prawa. W tym drugim przypadku nikt nie był zmuszony do przestrzegania tego nowego prawa, ale jego uznanie wzrastało wraz z przyjmowaniem go przez większą ilość jednostek.


    B. Lex mercatoria

    Inną formą, jaką może przybrać prawo policentryczne, jest prawo istniejące wespół z prawem państwowym. Oba systemy prawne wzajemnie się uzupełniają; prawo prywatne wypełnia lukę pozostawioną przez państwo - jest emanacją woli jednostek zmierzających do uregulowania kwestii relewantnych w sposób ułatwiający rozwiązywanie powstałych problemów. Przykładem takiego porządku prawnego jest istniejące w średniowiecznej Europie lex mercatoria (prawo kupieckie). Wyrosło ono z praktyki powstałej po upadku Cesarstwa Rzymskiego, której celem było ułatwienie i ekspansja działalności handlowej w rozsadzanej wojnami Europie ery wikingów. "Od szóstego do dziesiątego wieku, handel prawie nie istniał. Jednakże, od wieków jedenastego i dwunastego, szybkie zwiększanie rolniczej produktywności oznaczało, że mniej pracy potrzebowano, żeby wyprodukować wystarczające ilości jedzenia i ubrania w celu utrzymania populacji". Ludność, dzięki powstałej tą drogą nadwyżce produkcyjnej, przenosiła się do miast, co doprowadziło do wyłonienia się profesjonalnej grupy handlarzy. Wraz ze wzrostem aktywności oraz zasięgu interpersonalnej wymiany dóbr, pojawił się problem barier ograniczających możliwości porozumienia w przypadku sporów między kupcami, miastami, ludnością etc. Handlarze mówili różnymi językami, mieli odmienne przyzwyczajenia, pochodzili z różnych środowisk. Często przystosowanie się do warunków panujących w danym mieście, regionie czy państwie sprawiało im trudność i skutecznie zniechęcało do podejmowania, szczególnie wtedy ryzykownych, wypraw poza miejsce zamieszkania. Powstanie kodu ujednolicającego poszczególne zwyczaje odzwierciedlało więc nagłą potrzebę, przed jaką stanęło środowisko kupieckie. "Kupcy poczęli załatwiać interesy poza lokalnymi granicami, przenosząc innowacyjne praktyki handlowe do zagranicznych rynków. Mobilność handlarzy szła w parze z mobilnością lokalnych zwyczajów. Prawa poszczególnych miast, zwykle centrów handlowych, nieuchronnie stawały się dominującymi kodyfikacjami zwyczaju na międzynarodową skalę". Prawo to wyłoniło się drogą naturalnej selekcji - najbardziej efektywne praktyki przenoszone były do innych ośrodków, zastępując stare, niesprawdzone zwyczaje i ułatwiając tym samym transakcje. "Do dwunastego wieku, prawo kupieckie ukształtowane było w stopniu, który zapewniał obcym handlarzom znaczącą ochronę w dysputach przeciwko lokalnym kupcom". Wraz z rozwijaniem i doskonaleniem prawa handlowego, było ono spisywane. Nie przybierało ono jednak formy kodyfikacji, lecz kontraktów.

    Decyzje podejmowane przez sądy musiały być respektowane; jest to ogólny warunek skuteczności danego porządku prawnego. Regułą jest, że wyroków sądowych przestrzegano. Jednakże, rzecz jasna, zdarzały się przypadki, gdy dany kupiec nie chciał uhonorować wyroku. "Handlarz, który złamał porozumienie nie był z pewnością wysyłany do więzienia, ale także nie pozostałby długo handlarzem, ze względu na podporządkowanie się egzekwowane przez współhandlarzy, ich potęgę nad jego dobrami, były znacznie bardziej skuteczne niż fizyczny przymus". Podstawową formą represji, jaka mogła spotkać kupca, był więc ostracyzm. Inni kupcy zaprzestaliby handlu z delikwentem. Kupiec taki, złamawszy podstawową zasadę dobrej wiary, tracił zaufanie, a żaden sędzia nie wydałby ponownie wyroku na jego korzyść - była to de facto banicja ze środowiska kupieckiego.

    Proces w sądach kupieckich opierał się na prostych i nieformalnych zasadach. Dzięki temu procesy przeprowadzano szybko, co było podstawową zaletą ze względu na to, że strony w procesie pochodziły z różnych miejscowości, regionów czy krajów. Przedłużanie się procesu wpłynęłoby na zniekształcenie prowadzenia handlu, do czego, z oczywistych powodów, nie chciano doprowadzić. Żeby tę sprawność wyrokowania zapewnić, sędziowie musieli być specjalnie dobrani - najczęściej byli to członkowie środowiska kupieckiego, wybierani przez wzgląd na ich największą wiedzę o sprawach handlowych, "doświadczenie kupieckie, obiektywność i staż w społeczności kupieckiej"; podstawowym czynnikiem była więc charyzma, jaką sędzia miał się odznaczać i estym, jaką był obdarzany. Sędziowie opierali się w wyrokowaniu na zwyczaju; preferowali zastosować doświadczenia z innych procesów niż tworzyć nowe zasady prawne. Zwyczaj przeważał nie tylko w końcowej fazie postępowania, tj. ogłoszeniu wyroku. Również ustalanie faktów, zbieranie dowodów, przesłuchania świadków prowadzone były według reguł zwyczajowych. Prawo dzięki temu osiągało znaczny stopień pewności - było stałe, niezmienne i przewidywalne.

    Procedura nie przewidywała apelacji; proces prowadzono ustanie, nie pisemnie; unikano długich zeznań pod przysięgą; nie wymagano notarialnego zaświadczenia; długi regulowano bez żadnego pisemnego polecenia; wszelkie działania pośredników stron uznawano za ważne bez konieczności formalnej autoryzacji; przenoszenie własności bez fizycznego dostarczenia przedmiotu - wszystko to zostało opracowane i wprowadzone w życie w procedurze właściwej dla sądów kupieckich, żeby usprawnić proces wyrokowania. Ulepszenia te obniżały również koszty transakcyjne oraz sprzyjały odformalizowaniu procesu. Dlatego właśnie kupcy je akceptowali.

    Lex mercatoria, w przeciwieństwie do prawa państwowego, nie opierało się na przymusie. Co sprawiało więc, że było przestrzegane? Fuller uznawał, że działo się tak ze względu na sam handel, który jest dobrowolną wymianą między jednostkami. "Jedynie drogą wolnego rynku może powstać dokładny miernik wartości różnorodnych dóbr". Podstawową rolę odgrywała zasada wzajemności, "złożona z serii aktów, z których każdy jest altruistyczny w krótkiej perspektywie (...), ale które razem zwykle czynią każdego uczestnika bogatszym". Handel, jak wiemy, nie jest grą o sumie zerowej; na wymianie zyskują obaj partycypanci. Jak pisze Murray Rothbard, "kiedy kupuję za dziesięć centów gazetę, dochodzi do wzajemnej korzystnej wymiany: ja przenoszę na sprzedawcę gazet swoje prawo własności dziesięciocentówki, a on na mnie - swoje prawo własności gazety. Dokonujemy tej transakcji, ponieważ, w warunkach podziału pracy, uznaję, że gazeta jest dla mnie warta więcej niż dziesięć centów, a sprzedawca gazet woli mieć dziesięć centów niż gazetę". Sytuacja ma się analogicznie z przestrzeganiem prawa, będącego wypadkową interpersonalnych transakcji. Obie strony zgadzają się na podporządkowanie się danemu porządkowi prawnemu nie ze względu na przymus, na którym to prawo się opiera, ale z powodu antycypacji korzyści, jakie mogę wynieść z zawieranej transakcji (prawo jako wymiana). Nikt nie podporządkowałby się dobrowolnie prawu, które jest niesprawiedliwe. "Wyrok miał być poddany międzynarodowym standardom sprawiedliwości, a nie być jedynie zgodny z osobliwością danej zasady czy sędziego, który działał w lokalnej jurysdykcji". Obiektywizm będący naczelną zasadą tego prawa, działającego na zasadzie equity, zapewniał kupcom jasność wyrokowania, sprawiedliwość i pewność, co przenosiło się na skuteczność i popularność tego systemu.


    C. Dziki Zachód

    Pierwszą formą pozaprawnej organizacji, która powszechna była na terenach Stanów Zjednoczonych były tzw. claims associations (zwane również land clubs). Powstawały one przede wszystkim na terenach, na których osadnicy pojawiali się przed urzędnikami państwowymi, tj. na obszarach, gdzie nie docierał faktyczny zasięg państwowej jurysdykcji, choć według ustawodawstwa Stanów Zjednoczonych obszary te podlegały prawu federalnemu. Przyczyną powstania tych organizacji była chęć zabezpieczenia praw własności pionierów. "Żadne prawo Kongresu nie chronił praw do ziemi, którą wybrali i do ulepszeń, których dokonali. Prawnie byli intruzami; faktycznie byli uczciwymi rolnikami". Prezentowały więc one nie tylko konieczność uregulowania najpilniejszych spraw, ale również zdecydowanie i stanowczość osadników w określaniu prawnego stanu rzeczy.

    Każda claims association przyjmowała własną konstytucję oraz regulamin określający władze, wynagrodzenia, tryb orzekania, sposób wyboru członków i procedurę rejestracji tytułów do ziemi. Konstytucja nie była jednakże niczym innym jak zbiorem reguł, swego rodzaju statutem. Najbardziej znanym przykładem takiego dokumentu jest konstytucja claim association z Johnson County (Iowa). Ustalała ona nie tylko skład zarządu (przewodniczący, wiceprzewodniczący, pisarz i kronikarz), ale również przewidywała wybór siedmiu sędziów. Zarząd wybierany był na roczne kadencje, od 11 marca do 10 marca roku następnego. Do kompetencji przewodniczącego należało zwoływanie zgromadzeń w jakimkolwiek terminie uznanym przez niego za stosowny oraz utrzymywanie na nich porządku. Wiceprzewodniczący zastępował go w wykonywaniu tych funkcji w razie jego nieobecności. Pisarz i kronikarz mieli za zadanie zapisywanie dokładnego przebiegu zgromadzeń oraz wszelkich roszczeń wniesionych przez klientów. Jeśli chodzi o sędziów, pięciu z nich mogło sformować sąd; w takim składzie decyzja sądu podejmowana była większością głosów, to jest za wyrokiem musiało optować trzech sędziów. Ponadto, jeden z sędziów zajmował się przyjmowaniem przysiąg, a dwóch, zwanych marszałkami, miało egzekwować decyzje sądu (w razie konieczności mogli oni zwołać tylu członków organizacji, ilu uznali za potrzebnych, żeby wykonać wyrok).

    Celem, w jakim zakładano claims assocations była obrona tytułów do ziemi zdobytej metodą homesteading nie tylko przed innymi obszarnikami, ale również przed państwem. Niektóre z tych organizacji tworzono wyłącznie dla ochrony przed spekulantami, którzy chcieli uzyskać prawa do posiadanych przez farmerów ziem i często, ze względu na sporządzanie ewidencji gruntów, odnosiły sukcesy. Żeby temu przeciwdziałać claims associations prowadziły własne rejestry; proces rejestracji ziemi opisany był w konstytucji. Związki rozstrzygały również spory dotyczące własności ziemi między członkami. Strony pozostające w sporze musiały złożyć w depozycie pewną sumę pieniędzy, w przeciwnym razie uchylający się od zapłaty ukarany zostanie grzywną. Jeśli ktokolwiek sprzeciwiał się prawom wydawanym przez organizację, "nie będzie dłużej uznawany za członka, a jego imię zostanie usunięte z organizacji i poddany zostanie szczegółowej obserwacji".

    Drugą interesującą nas formą związku prawotwórczego właściwego dla Dzikiego Zachodu były osady górnicze (mining camps) oraz skorelowane z nimi wagon trains (tj. karawany przemierzające rubieże Dzikiego Zachodu w celu odnalezienia miejsca do osiedlenia się), które rozpatrywać będę tutaj łącznie, nie tylko ze względu na ich współwystępowanie na jednym obszarze w jednym czasie, ale także bardzo bliskie podobieństwo. Ich powstanie wywołane było przez wzrost natężenia osiedlania się po odkryciu złota w Kalifornii w 1848 roku. "Nie było żadnego autorytetu konstytucji w tym kraju, ani żadnego sędziego czy oficera w promieniu pięciuset mil". Żeby przeciwdziałać szerzącemu się nieporządkowi, zakładano związki górnicze mające uregulować najbardziej palące kwestie, takie jak własność udziałów w kopalni oraz rudy. Zgodnie z teorią Davida Friedmana, osady te różniły się w zależności od upodobań i gustów ludzi je tworzących. Odzwierciedlało się to w przyjmowanych przez organizacje konstytucjach. Co ciekawe, prawie powszechny był zakaz osiedlania się prawników, dzięki czemu osadnicy mogli swobodnie (tj. zgodnie z zasadami woluntaryzmu) ustalić obowiązujące zasady i prawa. Osady górnicze nie posiadały systemu sądowniczego per se; spory były rozstrzygane przez grupę obywateli (których nazwać może przysięgłymi), spośród których wybierano sędziego i przysięgłych, wezwaną do wydania decyzji. Jeśli jedna ze stron była niezadowolona z decyzji, mogła ona wezwać całą osadę, żeby osądziła czy wyrok wydany jest sprawiedliwy. Przyglądając się bliżej instytucjom właściwym dla ówczesnej rzeczywistości, rzuca się w oczy przede wszystkim ich relatywne zaawansowanie w porówaniu do procedur europejskich. Po pierwsze, oskarżony miał prawo do obrony, nie był uznany za winnego dopóki nie został skazany (tj. obowiązywało domniemanie niewinności). Po drugie, wielką wagę przywiązywano do materiału dowodowego, jako że to dzięki niemu określano winę i jej brak. W kompanii z Illiniois przestępstwa były podzielone na trzy kategorie: wykroczenia, przestępstwa z użyciem broni oraz zabójstwa. Za każde z nich obowiązywała nie tylko inna kara, ale również procedura orzekania. Zawsze w takim przypadkach zwoływano zebranie, które miało zdecydować większością głosów czy czyn zasługiwał na podanie go pod sąd. Jeśli postanowiono twierdząco, wybierano spośród wszystkich członków (poza personalnie zainteresowanymi procem) pięciu przedstawicieli, których zadaniem było rozstrzygnięcie sprawy. W pierwszym przypadku, orzekano większością głosów; w drugim obowiązywała jednomyślność, a sędziowie, zamiast określania czy sprawca jest winny, czy nie, deliberowali czy bezpieczne jest podróżowanie razem z nim - wyrok skazujący oznaczał banicję. W wypadku morderstwa, ilość sędziów zwiększano do dwunastu; jak poprzednio obowiązywała jednomyślność, ale odmienna była procedura: jeśli pierwsze dwunastka nie może się zgodzić, wybierano drugą i tak dalej aż do trzeciej. Jeśli trzecia grupa sędziów nie opowiedziała się za skazaniem, uznawano niewinność pozwanego. Jeśli natomiast okazał się on winny, skazywano go na śmierć. Jak podkreśla John Phillip Reid, ze względu na mnogość tych możliwości pozwany "mógł narzekać na sądownictwo, ale nie na niesprawiedliwość". Warto zwrócić uwagę, co zresztą decyduje o określeniu prawa tworzonego przez mining camps jako policentryczne, że poszczególne związki współpracowały między sobą. Powszechnie uznawano skazanych za kryminalistów, kary można było wykonywać i przestępców osądzać w różnych osadach. Znano również instytucję apelacji, którą można było również wnosić do sądu w innej osadzie.
    Ten artykuł powstał na podstawie tematu: Prawo bezpaństwowe - teoria w praktyce cz. 1 started by Trikster View original post
    Komentarze 13 Komentarze
    1. Avatar Stanisław Chmielewski
      Stanisław Chmielewski -
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Przymusowość jest jedną z immanentnych cech państwa.
      To nie jest do końca prawda, z wielu państw możesz wyjechać i przenieść się tam gdzie Ci będzie lepiej, także ta przymusowość jest do zakwestionowania.

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Jak widać, prawo jest nierozerwalnie powiązane z państwem, stanowi jego nieodłączną część, do tego stopnia, że chciałoby się stwierdzić, że bez państwa prawo nie może istnieć.
      Hmmm, a czy jak mówiłem, że państwo to prawo to nie spotkałem się z Twojej strony na kpinę? Już teraz nie pamiętam, może to był Az a nie Ty.
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      argumenty teoretyczne i praktyczne w obronie jednej z koncepcji prawa bezpaństwowego
      A więc jednak nic z tego a już miałem nadzieje ...

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      a nie, jak głoszą pozytywiści, aktem suwerena, jakim jest państwo
      To jest bardzo nieszczęśliwe i raczej nieprawdziwe sformułowanie. Akt ustanawiania prawa jest warunkiem koniecznym do uznania bycia suwerenem.

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Jak wskazuje sama nazwa, zakłada ono współistnienie na jedynym obszarze konkurujących ze sobą porządków prawnych.
      Czy to aby nie jest sprzeczne z definicją państwa które zakłada ściśle zdefiniowane terytorium?
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      że jednostka, mając na względzie rozmaite korzyści, zgadza się na zachowanie zgodne z nimi
      Każda jednostka miałaby inny system prawny, to nie jest do ogarnięcia. Ja np. bym nie uznawał żadnego prawa to co by się ze mną działo? Nikt by mnie nie mógł osądzić za to co zrobiłem?

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      określam to jako prawo pozapaństwowe, jako że drugi ośrodek prawny znajdował się poza terytorium państwa lub wywodził się z inicjatywy prywatnej.
      Czyli było terytorium na którym nie było państwa? Dlaczego nie było państwa jak było terytorium? Przecież państwo to właśnie terytorium? A czy monarchia nie jest właśnie inicjatywą prywatną? Przecież monarchia to państwo.

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Oczywiście, przypadków istnienia porządku prywatnego prawa jest znacznie więcej,
      Pewnie, że było ich więcej każda monarchia była prywatnym systemem prawa.

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Kapauku wykształcili swój system prawny w stanie całkowitej anarchii;
      Nie znam historii Kapauku mógłbyś coś więcej napisać jak tam wyglądało życia, co się działo jak zabrałem sąsiadowi banany które miał odłożone za szałasem i zgwałciłem jego córkę? Bo mało o tej społeczności napisałeś, właściwie musimy Ci wierzyć na słowo, że tam nie było prawa.

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Lex mercatoria z kolei funkcjonowało razem z prawem państwowym.
      A jeżeli konflikt jest pomiędzy kupcem hiszpańskim a duńskim (właśnie mam taki praktyczny problem) to które z Lex mercatoria posłuży do rozwiązania problemu hiszpańskie czy duńskie?

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      prawo Dzikiego Zachodu odróżnia się tym od wymienionych wyżej, że stanowi porządek prawny będący emanacją dobrowolnych działań jednostek
      Myślisz, że Billy Kid dobrowolnie się zgodził na ten porządek?

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      A. Kapauku
      Przyznam się, że mnie nie przekonałeś, że to nie było państwo. Czyż Bambrowie nie przenieśli się do RP w XVII i XVIII, czyż w ten sposób nie wybrali nowego systemu prawnego który nakazywał, że dziedziczy tylko jeden z synów?
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Prawo zmieniało się, gdy zmieniał się zwyczaj lub gdy wyjątkowo wpływowy tonowi proponował jakiekolwiek poprawki do istniejącego prawa.
      Czyż dzisiejsze prawo w IIIRP też się nie zmienia?

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Podstawową formą represji, jaka mogła spotkać kupca, był więc ostracyzm.
      Ostracyzm jest oczywiście wielką siła, mamy z nim do czynienia i dziś w postaci embarga handlowego: Kuba, Iran, Korea Płn. Rozprzestrzenianie się jednolitego prawa handlowego było korzystne dla poszczególnych władców, tak jak to opisujesz ułatwiało handel który powodował rozwój gospodarczy nic w tym dziwnego, że władcy byli zainteresowani, żeby takie prawo mieć i jego strzec ale to przecież ten lokalny król czy książę był właśnie gwarantem tego prawo i to on o nim decydował.

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Prawo dzięki temu osiągało znaczny stopień pewności - było stałe, niezmienne i przewidywalne
      Nie tylko prawo było stałe również technologie, generalnie życie w średniowiecznej Europie toczyło się troszkę wolniej niż dziś. Nie znaczy to oczywiście, że prawo powinno się zmieniać tak szybko jak technologie w Twoim PC, wręcz przeciwnie niezmienne prawo to skarb ale nie widzę w tym specjalnej zasługi "lex mercatoria"
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      wszelkie działania pośredników stron uznawano za ważne bez konieczności formalnej autoryzacji;
      A co się działo jak jedna strona transakcji mówiła, że umowa była taka a druga, że umowa była inna?

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Obie strony zgadzają się na podporządkowanie się danemu porządkowi prawnemu nie ze względu na przymus, na którym to prawo się opiera, ale z powodu antycypacji korzyści,
      Ależ przecież podobnie jest w republice! Członkowie republiki dochodzą do wniosku, że wspólnie będzie im łatwiej się obronić (wymierne korzyści) więc tworzą wspólnie państwo.

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Nikt nie podporządkowałby się dobrowolnie prawu, które jest niesprawiedliwe.
      Myślę, że strona która przedstawia swoje racje w sądzie i przegrywa zawsze uważa, że wyrok jest niesprawiedliwy, gdyby było inaczej nie szła by do sądu lecz wywiązałaby się ze swoich zobowiązań.

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Wyrok miał być poddany międzynarodowym standardom sprawiedliwości,
      A cóż to takiego?

      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Każda claims association przyjmowała własną konstytucję oraz regulamin określający władze, wynagrodzenia, tryb orzekania, sposób wyboru członków i procedurę rejestracji tytułów do ziemi.
      Nie bez powodu przecież to państwo nazywa się: STANY ZJEDNOCZONE, bo to były różne Stany czyli państwa które się zjednoczyły pod władzą federalną.
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Jeśli jedna ze stron była niezadowolona z decyzji, mogła ona wezwać całą osadę, żeby osądziła czy wyrok wydany jest sprawiedliwy.
      I jak to rozstrzygali? Przez głosowanie czy pojedynek? Bo jak przez głosowanie to republika a jak przez pojedynek to monarchia.

      W sumie bardzo ciekawy artykuł, sporo pracy, gratuluje, niestety jak dla mnie udowadnia dokładnie odwrotną tezę niż zamierzałeś.
    1. Avatar Trikster
      Trikster -
      To nie jest do końca prawda, z wielu państw możesz wyjechać i przenieść się tam gdzie Ci będzie lepiej, także ta przymusowość jest do zakwestionowania
      Ale nie o to chodzi w przymusowości państwa. I nie pytaj, o co chodzi, bo na temat podstaw gadać mi się nie chce.

      Hmmm, a czy jak mówiłem, że państwo to prawo to nie spotkałem się z Twojej strony na kpinę?
      No nie gadaj, że nie potrafisz odróżnić powoływania się na kogoś? Poza tym, gdzie u mnie jest napisane, że państwo to prawo?

      To jest bardzo nieszczęśliwe i raczej nieprawdziwe sformułowanie.
      Sformułowanie to jest ok; poczytam sobie Austina, żeby się o tym przekonać.

      Akt ustanawiania prawa jest warunkiem koniecznym do uznania bycia suwerenem
      Hmm, no i?

      Czy to aby nie jest sprzeczne z definicją państwa które zakłada ściśle zdefiniowane terytorium?
      Hę?

      Każda jednostka miałaby inny system prawny, to nie jest do ogarnięcia. Ja np. bym nie uznawał żadnego prawa to co by się ze mną działo? Nikt by mnie nie mógł osądzić za to co zrobiłem?
      Czytasz ten artykuł, czytasz, a i tak nic nie kumasz. Przecież na to pytanie odpowiadają podane przeze mnie przykłady.

      Czyli było terytorium na którym nie było państwa? Dlaczego nie było państwa jak było terytorium? Przecież państwo to właśnie terytorium?
      Coś brałeś? Od kiedy niby państwo to terytorium?

      Pewnie, że było ich więcej każda monarchia była prywatnym systemem prawa.
      Powiedz, że udajesz. Pliz.

      Bo mało o tej społeczności napisałeś, właściwie musimy Ci wierzyć na słowo, że tam nie było prawa.
      Odsyłam w takim razie do: Bruce Benson, The Enterprise of Law. Polecam, całkiem fajna książka.

      A jeżeli konflikt jest pomiędzy kupcem hiszpańskim a duńskim (właśnie mam taki praktyczny problem) to które z Lex mercatoria posłuży do rozwiązania problemu hiszpańskie czy duńskie?
      Aaaaargh. A gdzie ja niby piszę, że lex mercatoria jest w jakiś sposób podporządkowane "barwom narodowym"?

      Myślisz, że Billy Kid dobrowolnie się zgodził na ten porządek?
      Przecież nie piszę o całym prawie całego Dzikiego Zachodu, tylko swoją analizę zawężam do podanych przykładów. To nie jest trudne. Rili.

      Przyznam się, że mnie nie przekonałeś, że to nie było państwo.
      Wcale mnie to nie dziwi, bo jak ktoś pisze takie bzdurki, jak państwo to prawo czy państwo to terytorium, to mało go może przekonać. Może i dobrze.

      Czyż dzisiejsze prawo w IIIRP też się nie zmienia?
      A gdzie u mnie jakieś a contrario? Gdybyś był trochę bardziej oczytany, to wiedziałbyś, że to odwołanie do Harta, który pisał, że prywatnie egzekwowane prawo się nie zmienia. No, ale wymagać od Ciebie tego nie można.

      władcy byli zainteresowani, żeby takie prawo mieć i jego strzec
      Tylko szkopuł w tym, że przez znaczy okres funkcjonowania lex mercatoria ani władcy nie mieli tego prawa, ani go nie strzegli. Pozostawało to w gestii kupców.

      władcy byli zainteresowani, żeby takie prawo mieć i jego strzec
      No nie. Cosik Ci się pomielało - władcy średniowieczni nie byli omnipotentni.

      ale nie widzę w tym specjalnej zasługi "lex mercatoria"
      Ja w sumie też nie i nie takie było moje zamierzenie. Chciałem tylko pokazać, że pewność prawa nie jest współczesnym wymysłem.

      A co się działo jak jedna strona transakcji mówiła, że umowa była taka a druga, że umowa była inna?
      No nie, nie będę referować Ci wykładu z historii powszechnej. Mogę tylko napisać, że były różne kategorie świadków, których zeznania cieszyły się różną mocą dowodową.

      Ależ przecież podobnie jest w republice! Członkowie republiki dochodzą do wniosku, że wspólnie będzie im łatwiej się obronić (wymierne korzyści) więc tworzą wspólnie państwo.
      Nie mam zielonego pojęcia, o jakiej republice piszesz, a po tym, co napisałeś, wydaje mi się, że nawet nie chcę wiedzieć.

      zawsze uważa, że wyrok jest niesprawiedliwy
      Wcale nie. Jakiś dowód?

      A cóż to takiego?
      No właśnie to lex mercatoria, które przecież nie wiązało się z jednym "narodem".

      Nie bez powodu przecież to państwo nazywa się: STANY ZJEDNOCZONE, bo to były różne Stany czyli państwa które się zjednoczyły pod władzą federalną.
      Brawo, Mistrzu, tylko co to ma do rzeczy?

      I jak to rozstrzygali? Przez głosowanie czy pojedynek?
      Raczej głosowanie.

      niestety jak dla mnie udowadnia dokładnie odwrotną tezę niż zamierzałeś
      A skąd wiesz, jaką zamierzałem? Bo moją intencją było udowodnienie tezy, że stachu nie potrafi czytać. I odniosłem sukces.
    1. Avatar Stanisław Chmielewski
      Stanisław Chmielewski -
      Zupełnie niepotrzebnie się denerwujesz, przecież ja Cię chwalę. Sam fakt, że przeanalizowałem wpis do końca świadczy o tym, że mnie zainteresował.
      Bardzo ładnie przecież napisałeś, że:
      Państwo to prawo:
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      prawo można określić jako zespół reguł ustanowionych przez państwo, które państwo to może egzekwować dzięki przysługującemu mu przymusowi; wynika to z funkcji państwa,
      czy tu:
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Prawo jest również zjawiskiem społecznym. Powstaje ono w grupie społecznej, jaką jest państwo, jest formułowane przez społeczeństwo za pośrednictwem instytucji państwowych, a jego funkcjonowanie uzależnione jest od społecznego przyzwolenia dla prawa. Od czasów Oświecenia można mówić o tzw. państwie prawnym, która to koncepcja jest dziś obowiązująca.
      czy tu:
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      bez państwa prawo nie może istnieć.
      Może trochę gorzej jest z wyciąganiem wniosków, bo przecież Ci Kapauku nie mogą sobie tych sądów wybierać skoro jest określony sędzia dla danego rodu. Trudno zmienić ród w którym się urodziło.
      Ale teoria o policentryzmie jest prawdziwa, istnieje dziś i odczuwamy ją każdego dnia, z tym, że w skali globalnej. Znam wielu ludzi którym nie spodobał się system prawny w jakim żyli i z własnego wyboru go zmienili. jeden przeniósł się do Kalifornii inny do Niemiec, jeszcze inny do Australii.
      Ja dzisiaj jestem w Hiszpanii i w niedzielę to mogę sobie tylko pooglądać witryny sklepowe bo nawet Auchan jest zamknięty a jak za dwa tygodnie będę w Turcji to właśnie w niedzielę wszyscy robią zakupy. To też wynika z prawa. Które jest różne właśnie w zależności w jakim miejscu na Ziemi się znajdujesz. Masz wybór, chcesz żeby obowiązywało Cię prawo Hongkongu to leć tam i już.
    1. Avatar SzabloZębny
      SzabloZębny -
      A dlaczego j a mam się wynosić, jeśli t u t a j jest mój dom; tu znajduje się moja w ł a s n o ś ć? Gdzie tu logika?

      Segundo, i z których przytoczonych cytatów wynika, jakoby Trikster uważał (nie przytaczał cudze poglądy), iż państwo to prawo?
    1. Avatar Trikster
      Trikster -
      stachu:
      Ale szkopuł w tym, że w tych cytatach powołuje się na stanowisko pozytywistów prawniczych, którymi się nie zgadzałem (choć nadal się z nimi nie zgadzam, tyle że na trochę innej płaszczyźnie). Mam Ci wyboldować, żebyś zrozumiał?

      Trudno zmienić ród w którym się urodziło
      Z wyciąganiem wniosków jest słabo u Ciebie. Ja nie dowodziłem, że prawo policentryczne polega na tym, że mogę sobie wybrać sędziego, tylko na tym, że nie ma jednego ośrodka prawotwórczego. U Kapauku takich ośrodków było wiele, więc społeczność tę zaliczam do policentrycznych prawnie.

      Znam wielu ludzi którym nie spodobał się system prawny w jakim żyli i z własnego wyboru go zmienili
      Yueueyyy? Że jak? Jasne, możesz cały świat rozpatrywać jako jedno terytorium, a państwa jako różne systemy prawne w policentryzmie, ale tyci nie o tym jest artykuł, nie?
    1. Avatar Stanisław Chmielewski
      Stanisław Chmielewski -
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Yueueyyy? Że jak? Jasne, możesz cały świat rozpatrywać jako jedno terytorium, a państwa jako różne systemy prawne w policentryzmie, ale tyci nie o tym jest artykuł, nie?
      Jak to nie? Jak tak?

      Cytat Napisał SzabloZębny Zobacz post
      A dlaczego j a mam się wynosić, jeśli t u t a j jest mój dom; tu znajduje się moja w ł a s n o ś ć? Gdzie tu logika?
      Żebyś mógł tą własność ( nieruchomości) nazywać swoimi to musisz być suwerenem czyli musisz ją obronić, a taka sytuacja oznacza, że jesteś królem. Teraz te nieruchomości nie są Twoje bo się musisz słuchać co tam na Wiejskiej w ich sprawie zadecydują.
    1. Avatar SzabloZębny
      SzabloZębny -
      To nikt nie jest, nawet ci, co "pracują" w Parlamentach. Postradałeś rozum do końca?
    1. Avatar Stanisław Chmielewski
      Stanisław Chmielewski -
      @SzabloZębny
      O widzę, że kolega naśladuje swego mistrza jak może, to już nie dość, że jestem cham to jeszcze taki co postradał zmysły. No no no, w obelgach to faktycznie jesteście eksperci szkoda, że z logiką gorzej.

      Twierdzisz, że nie musisz posłusznie wypełniać wszystkiego co Ci każą Ci z Wiejskiej? Też mi właściciel, to tak jakbyś był właścicielem samochodu ale jeździć byś mógł tylko w piątki bo tak by Ci ktoś przykazał.
    1. Avatar Trikster
      Trikster -
      stachu:
      Nie, nie o to chodziło, bo prawo rozpatruję w granicach pewnej kultury charakterystycznej dla danej wspólnoty.
    1. Avatar Stanisław Chmielewski
      Stanisław Chmielewski -
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Nie, nie o to chodziło, bo prawo rozpatruję w granicach pewnej kultury charakterystycznej dla danej wspólnoty.
      No to źle to robisz bo prawo obowiązuje wszystkich znajdujących się na danym terytorium a nie w zależności od przynależnej kultury.
    1. Avatar Trikster
      Trikster -
      Ty tak poważnie czy robisz sobie jaja?
    1. Avatar Stanisław Chmielewski
      Stanisław Chmielewski -
      Cytat Napisał Trikster Zobacz post
      Ty tak poważnie czy robisz sobie jaja?
      Czyż polskie prawo nie obowiązuje równo i Kaszubów i Górali?
    1. Avatar Trikster
      Trikster -
      Dobra, nie chce mi się gadać na Twoim poziomie. :)