• Cristian Gherasim "Jak doprowadzić gospodarkę do bankructwa"

    Wszyscy dobrze wiemy, jaką władzę mają związki zawodowe we współczesnej Europie. Ostatnimi czasy wygląda na to, że zdobyły one przywilej używania przemocy za każdym razem, kiedy ich żądania nie są spełniane. Można skonstatować, że decyzje związkowe stały się obowiązujące na równi z aktami prawnymi.

    Związki zawodowe ustalają płace, czas pracy, wiek emerytalny i przywileje pozapłacowe; często je nadzorują i narzucają w wyniku strajku przeprowadzanego za każdym razem, kiedy rząd jest niechętny ich postulatom. Boże broń, aby ktoś rozdrażnił hiperaktywne związki. Użyją siły, zahamują gospodarkę i uparcie będą polować na każdego, kto sądzi, że związkowcy odpowiadają przed konsumentami, a nie przed liderami związkowymi.

    W tym fachu królują francuscy związkowcy. Znacznie bardziej niż inni byli oni na bakier z moralnością kapitalistyczną. Ostatnio byliśmy świadkami, jak kraj może być prowadzony, konkretnie w przepaść - przez związki zawodowe. W odpowiedzi na propozycje reform emerytalnych wysuwanych przez prezydenta Sarkozy'ego, francuscy pracownicy ogłosili strajk, paraliżując w ten sposób kraj.

    Nie tylko wstrzymali pracę, ale również uciekli się do działań paramilitarnych. Zajęli rafinerie i stacje benzynowe; zatrzymali rurociągi prowadzące na lotniska "Charle de Gaulle" i "Orly" oraz zdestabilizowali transport kolejowy. Braki paliw zahamowały gospodarkę. Strajkujący zatrzymali pracę w dwóch z trzech terminali LNG. Wszystkie z 12 francuskich rafinerii ogłosiło strajk. Kraj zaczął importować elektryczność, kiedy fala protestów dotarła do energetyki. Studenci wyszli na ulice, a policja użyła armatek wodnych i gazu łzawiącego, aby rozproszyć protestujących w Paryżu, Marsylii, Tuluzie i Bordeaux.

    Po drugiej stronie kanału LaManche, rząd brytyjski wyjawił plany obcięcia wydatków publicznych, zniesienia ponad pół miliona etatów i podniesienia wieku emerytalnego z 65 do 66 lat. Brytyjczycy jednak oparli się pokusie pójścia śladem francuskich sąsiadów i ani nie wyszli na ulice, ani nie uciekli się do przemocy.

    Skąd się bierze taki rozdźwięk pomiędzy reakcjami na równoległe ogłoszenie planów naprawczych przez te dwa państwa? Niektórzy mogą dopatrywać się różnic w charakterystyce narodów, tj. że niektóre są bardziej skłonne do niepokojów społecznych. Możliwe, lecz wierzę iż sytuacja jest w gruncie rzeczy prostsza. Mniejsza jest tutaj rola psychologii tłumu, a większa uczenia się na własnych błędach.

    Brytyjczycy już kiedyś odczuli jak związki zawodowe i keynesizm (celowo mała litera - przyp. tłum.) niszczą gospodarkę. Po I wojnie światowej Wielka Brytania powróciła do przedwojennego standardu funta opartego na złocie. To przewartościowanie funta spowodowało wzrost siły nabywczej Brytyjczyków. W wolnym gospodarczo systemie, płaca nominalna obniżyłaby się w celu zrównoważenia tego fenomenu, nie zmieniając płacy realnej. Tak niestety się nie zdarzyło. Dlaczego? Związki zawodowe sprzeciwiły się jakimkolwiek dostosowaniom płacowym, które by ustosunkowały się do nowej siły nabywczej funta. Nastąpiła całkowita lub niemal całkowita katastrofa.

    Zindustrializowana Wielka Brytania, która polegać musiała w dużym stopniu na eksporcie, nie mogła już bilansować handlu, gdy funt brytyjski, a co za tym idzie ceny brytyjskich produktów stały się zbyt drogie dla zagranicznych nabywców. Eksport się załamał, czego wynikiem załamanie się także brytyjskiej potęgi gospodarczej. Ponieważ płace były sztucznie utrzymywane ponad poziomem, który umożliwiłby pełne wykorzystanie siły roboczej, fabryki musiały zostać zamknięte, pozostawiając miliony ludzi bez pracy.

    Wysoka stopa bezrobocia utrzymywała się przez lata, produkcja osiągnęła w tym czasie rekordowo niski poziom, a Zjednoczone Królestwo znalazło się w recesji. Rząd w tej sytuacji zdecydował się na dewaluację funta. Na nieszczęście, związki zawodowe zażądały, w obliczu tej perspektywy, indeksowania płac do wzrastających cen, co w efekcie generowało inflację.

    Keynes był świadomy faktu, że płace regulowane przez związki zawodowe generują wzrost bezrobocia. Mimo to, twierdził że pracownicy, pomimo dewaluacji mogą być pewni niezmienności swoich płac, o ile tylko będą otrzymywać nominalnie niezmienioną kwotę. Naiwnie sądził, że pełne zatrudnienie może zostać osiągnięte w wyniku inflacji, a nie uwolnienia rynku pracy bez wpływu związków zawodowych i państwowych regulacji.

    Jedynym środkiem w celu osiągnięcia pełnego zatrudnienia jest uwolnienie rynku pracy. Tylko on może zdeterminować rzeczywisty i właściwy koszt pracy. Pensje mogą fluktuować jedynie w odpowiedzi na zmiany popytu na pracę. Ponieważ istnieje grupa ludzi, która uważa, że pełne zatrudnienie jest nieosiągalne bez inflacji, rynki pracy pozostają pod kontrolą rządów, a płace są pod kontrolą związkowych nacisków.

    Brytyjczycy pogodzili się więc z ogłoszonymi cięciami, ponieważ byli świadomi, iż nadmuchany budżet może cofnąć ich do kryzysu lat 1923-1933. Zdawali sobie sprawę, że model Europy socjalnej jest niemożliwy do utrzymania. Europa nie jest już w stanie poradzić sobie z ogromnymi deficytami, wysokimi kosztami pracy i gwarantowanymi przez państwo świadczeniami. Starzejąca się populacja i brak gospodarczej konkurencyjności osłabia zdolność Europy do utrzymania wysokich standardów życiowych, do których Europejczycy się przyzwyczaili przez ostatnie dekady.

    Francuzi podobnie do innych beneficjentów systemu socjalnego, muszą się pogodzić z końcem art de vivre (sztuki życia - przyp. tłum.). Odtąd muszą pracować dłużej, ciężej, lepiej, a ponad wszystko muszą zrozumieć, że reguły muszą być kształtowane przez rynek, a nie związki zawodowe. Muszą wyzbyć się przekonania, że świadczenia socjalne są ich prawami.

    W rzeczywistości, praca ma wartość jedynie w wolnorynkowych warunkach. Jedynie w tej sytuacji, wysiłek każdego pracownika może być rzetelnie i właściwie wynagrodzony. Ta relacja pracownika do konsumenta jest regulowana przez pieniądz. A płaca, nie będąca prezentem od rządu ani związków zawodowych jest emanacją zadowolenia konsumenta.

    Wspomniane społeczne ruchach i strajki wykazują się nie lada hipokryzją. Adresowane do pracowników i związków zawodowych reguły wolnego rynku i kapitalizmu trafiają na ścianę. Chcieliby oni wyższego wynagrodzenia za mniejszy wymiar pracy, te same świadczenia socjalne, pomimo braku konkurencyjności oraz braku popytu na wytwarzane przez nich dobra. Jak to się często zdarza, ich praca jest nieproduktywna i są wysoce subsydiowani. Te absurdalne i nielogiczne zachowania są marnotrawieniem środków i jedynie unaoczniają potrzebę wyzwolenia mechanizmów wolnorynkowych.

    Kierowane socjalistycznymi przekonaniami, dzisiejsze związki zawodowe działają przeciwko leseferyzmowi i tradycji liberalizmu ekonomicznego, doprowadzając w prostej linii do stagnacji. Trzeba powstrzymać ten system socjalnych korzyści i partyzancką działalność związków zawodowych. W przeciwnym razie, Europa będzie stawać się coraz bardziej zacofana, a obecne względne zubożenie zamieni się w trwałą pauperyzację, prowadząc ostatecznie nie tylko do ekonomicznego, ale także kulturalnego i moralnego upadku.

    How to Bully a Country into Bankruptcy
    Mises Daily: Wednesday, November 03, 2010 by Cristian Gherasim
    http://mises.org/daily/4804
    Tłumaczenie: Łukasz Woś
    Korekta: Trikster
    Ten artykuł powstał na podstawie tematu: Cristian Gherasim "Jak doprowadzić gospodarkę do bankructwa" started by Trikster View original post
    Komentarze 2 Komentarze
    1. Avatar Stanisław Chmielewski
      Stanisław Chmielewski -
      Rząd w tej sytuacji zdecydował się na dewaluację funta. Na nieszczęście, związki zawodowe zażądały, w obliczu tej perspektywy, indeksowania płac do wzrastających cen, co w efekcie generowało inflację.
      Co według Ciebie wygenerowało inflację? indeksowanie płac czy dewaluacja funta? Mógłbyś wyjaśnić bo to zdanie jest dla mnie niejasne.
      To jeszcze zależy jak definiujesz inflację, bo niektórzy uważają to słowo jako synonim słowa dewaluacja pieniądza.
    1. Avatar mak
      mak -
      Co według Ciebie wygenerowało inflację? indeksowanie płac czy dewaluacja funta? Mógłbyś wyjaśnić bo to zdanie jest dla mnie niejasne.
      Dewaluacja kursu stałego (przy kursach płynnych: deprecjacja) zazwyczaj wywołuje wzrost cen krajowych. To abecadło, chyba że coś się od tego czasu zmieniło w ekonomi, chyba że Staszek pisze coś o socjalizmie "bezkolejkowym" - na czymś takim się nie znam.