A nie mówiłem?
Nie minął tydzień, a PZPR, czy jak to się tam teraz nazywa, już występuje ze światłą propozycją pt. "zero broni".
Słysząc takie hasło, trudno się nie zdziwić - wiadomo przecież, że Sejm, w tym zapewne jego najczerwieńsza część, pełen jest myśliwych. Ci raczej nie pozwolą, by jakaś ustawa pozbawiła ich możliwości strzelania do zwierząt. Po dokładniejszym sprawdzeniu okazuje się, że prawo posiadania broni zachowałyby związki łowieckie.
Podejrzewam, że to sejmowym myśliwym nie wystarczy - przecież nie będą telepać się do siedziby związku za każdym razem, gdy przyjdzie im ochota zachęcać ewolucję do opracowania kuloodpornych jeleni. Jeszcze mniej prawdopodobne wydaje się, że posłowie zrezygnują z pistoletów posiadanych w celu ochrony osobistej (i popełniania samobójstw podczas zatrzymań przez ABW).
Gdy weźmiemy to pod uwagę, staje się oczywiste, że komuchy wcale nie liczą na przeforsowanie zakazu. Co więcej, wielu z nich z pewnością jest przeciw. To wszystko gra obliczona na pozyskanie głosów największych debili wśród wyborców, tych, którzy sami sobie nie przyznają prawa do życia. A to spory kawał elektoratu.
Przywoływanie w takim kontekście desperackiego czynu pana Ryszarda jest oczywiście nieporozumieniem. Jak wszyscy przestępcy, posiadał pistolet nielegalnie. Za to jego ofiary nie miały czym się bronić.
Warto może wyjaśnić, dlaczego nie miały. Ostatnio z pewnym zaskoczeniem zauważyłem, że wielu Polaków w ogóle nie ma pojęcia, jak wygląda sytuacja z dostępem do broni. Polska The Times pisze:
Dzisiaj, aby otrzymać na nią pozwolenie, trzeba złożyć wniosek do właściwego komendanta wojewódzkiego policji. I do niego dołączyć zaświadczenia lekarskie i psychologiczne wydane przez upoważnionych lekarza i psychologa. Mają one potwierdzić, że nie zachodzą okoliczności uzależnienia od alkoholu czy innych substancji, nie stwierdzono żadnych zaburzeń psychicznych. Trzeba dołączyć też dokumenty potwierdzające istnienie okoliczności wskazanych jako uzasadnienie wniosku podania.
Ale to tylko pół prawdy. Wszystkie te czynności wykonać trzeba, nie dają one jednak żadnej gwarancji, że się pozwolenie dostanie. Odmawiano już na przykład strzelcom sportowym z wieloletnim stażem w klubach i wybitnymi wynikami. Zależy to tylko i wyłącznie od widzipolicjantowisię. Zaś opinię policji w kwestii prawa obywateli do życia najlepiej ilustruje pierwsze (!) zdanie podręcznika Podstawowe postawy strzeleckie, Wydawnictwo Szkoły Policji w Katowicach, 2009:
Posługiwanie się bronią palną jest bardzo specyficzną umiejętnością zastrzeżoną dla wąskiej i wybranej grupy osób.
Tu właśnie tkwi sedno problemu dostępu do broni palnej w Polszcze. Milicyjny beton jest przekonany - i przekonanie takie wpaja kolejnym pokoleniom funkcjonariuszy - o swojej wyjątkowej pozycji wybrańców, elity, którą kawałek metalu przy pasie odróżnia od plebsu. A ustawodawca na to pozwala - zresztą za aprobatą większości społeczeństwa, która tym samym dowodzi, że istotnie zasługuje, by uważać ją za motłoch bez żadnych praw.
Dobrze przynajmniej, że istnieje środowisko, które chce coś zmienić. Rozkręca się właśnie założony niedawno Ruch Obywatelski Miłośników Broni. Przypominam, że można zapisywać się do koła Poznań - kontakt pod adresem
poznan@romb.org.pl, zapraszam.
http://derepublica.blox.pl/2010/10/Nulla-arma.html
Wiadomość