A mogło być inaczej. I to nawet bez cięcia wydatków, choć na nie akurat jest mnóstwo miejsca w budżecie. Metoda znana jest polskim politykom doskonale; nie było w historii III RP roku, w którym by z niej nie skorzystano. Brakujące pieniądze można pożyczyć.
Szaleństwo? Dość już mamy długów? W normalnych czasach tak właśnie należałoby odpowiedzieć, ale normalne czasy skończyły się już jakiś czas temu - właściwie już w 1971. Dzisiaj wszystkie państwa Zachodu mają gigantyczne długi, nieraz przekraczające roczny PKB. Trzeba zdać sobie wreszcie sprawę, że nikt nigdy tych długów nie spłaci. Któregoś pięknego poranka zacznie się wykup obligacyj świeżymi banknotami prosto z drukarni. Sądząc po tempie dotychczasowych wydarzeń, nastąpi to całkiem niedługo. Póki więc są na świecie frajerzy skłonni "inwestować" w długoterminowe zobowiązania państw, trzeba ich wykorzystać. Pożyczać ile się da w ojro i dolarach na, powiedzmy, 10 lat, wydawać bez zahamowań, a potem otworzyć kupionego na kredyt szampana, gdy rynek zaleją dodrukowane biliony. Kiedy przyjdzie oddawać, płacić bez żalu. Niech sobie nasi wierzyciele kupią za zwrócone miliardy dolarów po lizaku.
http://derepublica.blox.pl/2010/07/M...e-negotio.html



Menu
Kategorie






Ostatnie posty
?
Ostatnie wpisy na blogach
Wiadomość