Załącznik 96Wstęp
Chciałbym przedstawić pewne zarzuty, które stawia się libertariańskiej wersji anarchizmu i moje próby odpowiedzi. Jednak nie ma sensu przedstawianie obiekcji w stosunku do danego poglądu zanim nie poznamy pozytywnych powodów, które skłaniałyby nas do jego obrony. Chciałbym więc krótko napisać, co jest dobrego w libertarianizmie, a dopiero następnie postaram się obronić moje stanowisko.
Sprawa anarchizmu libertariańskiego
Problemy z przymusowym monopolem
Pomyśl o tym w ten sposób. Co jest złego w szewskim monopolu ? Przypuśćmy, że ja i mój gang jesteśmy jedyną organizacją, która legalnie może produkować i sprzedawać buty – mój gang i każdy, kogo do tego upoważnię, ale nikt inny. Co w tym złego ? Przede wszystkim, z moralnego punktu widzenia, pytanie brzmi: dlaczego my ? Co jest w nas takiego wyjątkowego ? W tym wypadku, ponieważ wybrałem
siebie, bardziej wiarygodny jest przypadek, że powinienem posiadać taki rodzaj monopolu, więc może trzeba było wybrać inny przykład ! Jednak nadal, możesz się zastanawiać, skąd ja i mój gang posiadamy prawo do tworzenia i sprzedawania czegoś, czego nikt inny nie ma prawa tworzyć i sprzedawać, prawo do dostarczania dobra lub usługi, której nikt inny nie ma prawa dostarczać. W końcu, jak wiecie, jestem zwykłym śmiertelnikiem, człowiekiem podobnym do Ciebie (mniej lub więcej). Z moralnego punktu widzenia, nie mam większego prawa do takiego działania, niż ktokolwiek inny.
Wtedy oczywiście, z pragmatycznego i konsekwentnego punktu widzenia – przede wszystkim, jaki jest prawdopodobny rezultat posiadania monopolu na buty przeze mnie i mój gang ? Pojawiają się problemy motywacyjne. Jeśli jestem jedyną osobą, która ma prawo robić i sprzedawać buty, najprawdopodobniej nie kupiłbyś ode mnie butów zbyt tanio. Mogę zażądać, ile chcę dopóki cena nie będzie na tyle wysoka, że nie będzie Cię w ogóle na nie stać albo zdecydujesz, że zakup jest nieopłacalny i będziesz szczęśliwszy bez obuwia. Jednak dopóki masz ochotę i stać Cię , będę ustanawiał najwyższą ceną, jaką mogę od Ciebie wyciągnąć, ponieważ nie ma konkurencji i nie masz do kogo iść po inne buty. Najprawdopodobniej nie powinieneś też oczekiwać zbyt wysokiej jakości produktu, gdyż dopóki nadaje się on do użytku, a Ty nadal wolisz moje obuwie od chodzenia boso, musisz je kupić ode mnie.
Oprócz prawdopodobieństwa, że buty będą drogie i niezbyt dobrej jakości, zaistnieje także fakt, że moja zdolność bycia jedyną osobą, która robi i sprzedaje buty daje mi pewien wpływ na Ciebie. Przypuśćmy, że Cię nie lubię. Przypuśćmy, że jakoś mi podpadłeś. Możesz z tego powodu nie dostać ode mnie butów. Więc zauważamy kwestię nadużywania władzy.
Ale problem motywacji nie jest jedynym. Załóżmy nawet, że jestem idealnym świętym i będę robił najlepsze buty po najniższej możliwej cenie, a swojej władzy nie będę wcale nadużywał. Załóżmy, że jestem całkowicie godny zaufania. Jestem księciem pośród ludu (nie w znaczeniu Machiavellego). Pozostaje nadal problem, którym jest: skąd mogę dokładnie wiedzieć, że robię z butami wszystko najlepiej jak to jest możliwe ? W końcu nie ma żadnej konkurencji. Pewnie zbadałbym opinię ludzi, by dowiedzieć się, jaki rodzaj butów chcieliby kupować. Jednakże istnieje wiele sposobów wytwarzania obuwia. Niektóre z nich są droższe, a inne tańsze. Skąd mam wiedzieć, jeśli nie ma wolnego rynku, i niewiele mogę zrobić w sprawie obliczania zysków i strat ? Mogę jedynie zgadywać. Więc nawet, jeśli daję z siebie wszystko, ilość i jakość moich produktów nie muszą całkowicie zaspokoić potrzeb konsumentów.
Rząd to przymusowy monopol
To były główne powody, by nie posiadać monopolu na tworzenie i sprzedawanie obuwia. Teraz, prima facie, wydaje się, że to dobre przyczyny, żeby nie dawać nikomu monopolu na świadczenie usług rozstrzygania sporów, chronienie praw i resztę rzeczy, które można nazwać przedsiębiorstwem prawa. Przede wszystkim istnieje moralne pytanie: dlaczego grupka ludzi zyskuje prawo bycia jedynymi na danym terytorium, którzy mogą oferować pewne usługi i wymuszać różne rzeczy na innych ? Należy sobie także zadać ekonomiczne pytanie: jakie zaistnieją motywacje ? Jeszcze raz, to monopol. To prawdopodobne, że z utrzymywaną bazą konsumentów będą podwyższać ceny i oferować słabą jakość usług. Mogą się zdarzać też okazjonalne nadużycia władzy. I nawet, jeśli uda się ominąć te problemy, a każdy w rządzie będzie świętoszkiem to pozostanie problem tego, skąd oni wiedzą, że akurat ich metody są najlepszymi z możliwych ? Będą tylko próbować odgadnąć, co może zadziałać. Jeśli nie ma konkurencji, nie są w stanie dowiedzieć się czy to, co robią jest najefektywniejszą rzeczą, jaką mogą zrobić w danym momencie.
Tak więc, celem tych rozważań jest położenie ciężaru dowodu na przeciwniku. Jest to punkt, wtedy, gdy oponent konkurencji w zakresie usług prawnych musi podnieść zarzuty.
Dziesięć zarzutów w stosunku do anarchizmu libertariańskiego
(1) Rząd nie jest przymusowym monopolem
Teraz, jeden z zarzutów, który jest czasem podnoszony, nie jest dokładnie zarzutem przeciw samemu anarchizmowi, co zarzutem wobec moralnego argumentu za anarchizmem: patrz, to nie do końca jest przymusowy monopol. Nie jest, bo chociaż ludzie nie zgodzili się bezpośrednio to godzą się w pewnym sensie na obecny system poprzez życie w ramach granic terytorium, akceptując korzyści, które rząd oferuje. Tak jak wchodząc do restauracji, siadając i mówiąc: „Poproszę stek”, nie musisz wyraźnie zaznaczać, że zgadzasz się na zapłatę – to rodzaj porozumienia. Siadając w restauracji i zamawiając danie, zgadzasz się za nie zapłacić. Podobnie, jeśli osadzisz się na terytorium danego państwa i akceptujesz korzyści z policyjnej protekcji i innych rzeczy, domyślnie godzisz się na przestrzeganie obowiązujących zasad. Teraz zauważmy, że nawet, jeśli ten argument jest słuszny, nie odpowiada na pragmatyczne pytanie: czy jest to najlepiej działający system.
Uważam jednak, że jest coś wątpliwego w tym argumencie. To oczywista prawda, że jeśli wstąpię na czyjąś własność, wtedy tak długo jak tam przebywam jestem zobowiązany do przestrzegania zasad właściciela. Jeśli nie chcę tego robić, muszę odejść. Więc, zapraszam Ciebie do mojego domu i kiedy przychodzisz mówię: „Musisz nosić ten zabawny kapelusz.” Pytasz się: „Co to ?”, a ja odpowiadam, że „Tak to działa w moim domu. Każdy musi chodzić w takim zabawnym kapeluszu. Takie są moje zasady.” Nie możesz powiedzieć: „Nie będę nosił kapelusza, ale i tak tutaj zostanę.” Takie są moje zasady – mogą być głupie, ale to ja je ustalam.
Teraz wyobraź sobie, że jesz obiad u siebie w domu, a ja jestem Twoim sąsiadem i pukam do Twych drzwi. Otwierasz je, a ja wchodzę i mówię: „Musisz nosić ten zabawny kapelusz.” Ze zdziwieniem pytasz się: „Dlaczego ?” Odpowiadam: „Wprowadziłeś się obok mnie, prawda ? Robiąc to, w pewnym sensie się na to zgodziłeś.” Zszokowany mówisz: „Czekaj, czekaj ! Kiedy niby się na to zgodziłem ?”
Zapewne osoba, która używa tego argumentu zakłada, że rząd posiada uzasadnioną jurysdykcję nad tym terenem. Stwierdzają potem, że każdy na tym terenie godzi się automatycznie na panujące reguły. Jednak muszą zakładać, że władza rządu nad tym terenem jest prawowita. Jeśli jednak nie jest to rząd wydaje się być jedynie kolejną grupą ludzi, żyjącą na danym terytorium geograficznym. Posiadam moją własność i nie wiem dokładnie jakie są ustalenia tych ludzi, jednakże jestem tutaj, na mojej posesji i oni jej nie posiadają – przynajmniej nie przedstawili argumentu, że tak nie jest – i tak fakt, że żyję w „tym kraju” oznacza, że żyję w pewnym geograficznym regionie, w stosunku, do którego oni mają jakieś pretensję. Pytaniem jest jednak, czy te pretensje są słuszne. Nie można najpierw tego zakładać, by potem to udowodnić.
Kolejnym problemem jest niejasność warunków tego domniemanego kontraktu społecznego. W przypadku zamawiania jedzenia w restauracji, każdy wie, jak wygląda taki kontrakt i można tutaj przytoczyć argument ukrytej zgody. Nikt jednak nie zasugerowałby, że można w ten sam sposób kupić dom. Pojawiają się te zasady, regulaminy i tym podobne. Jeśli chodzi o coś bardziej skomplikowanego, nikt nie powie: „Zgodziłeś się, kiwając głową”, albo coś w tym stylu. Musisz dowiedzieć się, co rzeczywiście jest zapisane w kontrakcie i na co się godzisz. Nie jest to zrozumiałe, kiedy nikt nie wie, jakie dokładnie detale znajdują się w kontrakcie. Niezbyt to przekonujące.
Dobrze, więc, większość argumentów, o których będę mówił są pragmatyczne lub moralno-pragmatyczne.
(2) Hobbes: Rząd jest niezbędny do współpracy
Prawdopodobnie, najbardziej znany argument przeciwko anarchii wyprowadził Hobbes. Brzmi on: ludzka współpraca, społeczna kooperacja wymaga w tle pewnej struktury prawnej. Powodem, dla którego możemy sobie nawzajem ufać i współpracować jest fakt, iż wiemy, że za naszymi plecami stoją siły prawne, które ukarzą nas za ewentualne pogwałcenie naszych praw. Wiem, że zostanę ukarany, jeśli pogwałcę Twoje prawa, ale to samo tyczy się Ciebie. Dzięki temu mogę Ci zaufać, ponieważ nie muszę polegać wyłącznie na Twoim charakterze. Wystarczy mi fakt, że jesteś zastraszany przez prawo. Tak więc, społeczna współpraca wymaga takiego systemu prawnego, wspieranego przez siłę rządu.
Hobbes zakłada tutaj kilka rzeczy na raz. Po pierwsze, uważa, że współpraca nie może zaistnieć bez prawa. Po drugie, że nie może zaistnieć prawo dopóki nie jest egzekwowane przez siłę fizyczną. I po trzecie, zakłada, że nie może być prawa egzekwowanego przez siłę fizyczną dopóki nie będzie to kontrolowane przez rządowy monopol.
Jednak wszystkie te założenia są błędne. To oczywiste, że współpraca może i pojawia się bez prawa. Może nie tak skutecznie, co przy obecnym systemie prawnym, ale jednak. Robert Ellickson napisał książkę pt. „Porządek bez prawa”, gdzie opisuje jak sąsiedzi są w stanie rozwiązywać spory między sobą. Prezentuje te wszystkie przypadki, kiedy to zagubiona krowa jednego farmera wchodzi na terytorium innego farmera , a ci rozwiązują problemy dzięki jakimś wspólnym zwyczajowym porozumieniom i nie potrzebują jakiegokolwiek systemu prawnego. Może i nie jest to wystarczające dla złożonej gospodarki, ale ewidentnie pokazuje, że współpraca jest w stanie zaistnieć nawet w takich warunkach.
Drugi argument jest również błędny, bo system prawny może funkcjonować bez pomocy siły. Przykładem może być prawo merkantylne w średniowieczu: system prawa handlowego, który był oparty na groźbie bojkotu. Bojkot nie jest aktem przemocy. Jednak nadal sprzedawcy tworzyli te wszystkie kontrakty i jeśli nie przestrzegałeś warunków, wtedy sąd publikował wiadomość dla każdego: „ta osoba nie przestrzegała zapisów kontraktu; licz się z tym, jeśli chcesz z nim zawrzeć jakąkolwiek umowę.”
W końcu trzeci argument, mówiący, że nie może zaistnieć system prawny, który opiera się na przemocy, gdy nie jest ona zmonopolizowana. Ponieważ Hobbes nawet nie rozważał innej możliwości, nigdy nie rozwinął tej tezy. Jednak my jesteśmy w stanie podać przykłady z historii, które obalają jego argument. Historia średniowiecznej Islandii, na przykład, gdzie nie było jednego centrum wykonawczego. Chociaż istniało coś na kształt rządu, to nie posiadał on żadnej armii, policji, żołnierzy, niczego. Posiadał za to system pewnego rodzaju konkurujących sądów. Wtedy egzekwowanie prawa zostawało w kompetencji kogokolwiek i pojawiły się systemy, które ewoluowały, by o to zadbać.
(3) Locke: Trzy „niedogodności” anarchii
Bardziej interesujące argumenty pochodzą od Locke’a, który to uważa, że anarchia obejmuje trzy rzeczy, nazwane przez niego „niedogodnościami”. Słowo to miało mocniejszy wydźwięk w XVII-wiecznej Anglii niż ma on obecnie, ale nadal powodem takiego nazewnictwa, które jest całkiem słabe, był fakt, iż Locke akceptował istnienie współpracy społecznej w anarchii. Widzimy, że był bardziej optymistyczny od Hobbesa. Uważał, na podstawie moralnych sympatii z jednej strony i własnego interesu z drugiej, że współpraca mogła się pojawić.
Jednakże zauważył trzy problemy. Pierwszym z nich był problem braku głównego ciała prawnego, które byłoby powszechnie znane, rozumiane i akceptowane. Ludzie mogą zrozumieć pewne podstawowe zasady prawa naturalnego. Jednak wnioski i szczegóły zawsze były kontrowersyjne. Nawet libertarianie nie są zgodni we wszystkich kwestiach. Przyznają sobie rację w ogólnych sprawach, ale zawsze dyskutują na temat różnych wizji detali. Więc, nawet w pokojowym społeczeństwie współpracujących libertarian, powstaną akty niezgody. I tak, dopóki nie ma ogólnego ciała prawnego, które każdy zna i wie jak działa, taki system nie wypali. Tak brzmiał pierwszy argument Locke’a.
Siła egzekwowania prawa była według niego drugim problemem. Uważał, że bez rządu nie powstanie wystarczająca jednolita siła do egzekwowania przepisów. Jednostki są zbyt słabe i niezorganizowane na tyle, by przeciwstawić się gangowi bandytów czy innej hołocie.
W końcu, jako trzeci problem Locke deklaruje, że nie można ufać ludziom, by byli sędziami w ich własnej sprawie. Jeśli dwójka ludzi nie zgodzi się ze sobą to zapewne jeden z nich powie: „Wiem, jakie jest prawo naturalne i zamierzam je na tobie wyegzekwować.” Ludzie są tendencyjni i będą szukali najbardziej wiarygodnej interpretacji prawa, która pomogłaby im wygrać spór. Uważał więc, że nie wolno ufać ludziom, by byli sędziami we własnej sprawie, jednakże powinni być moralnie zobowiązani do przedstawienia swego sporu jakiemuś postronnemu arbitrowi. Może w nagłych przypadkach powinni móc bronić samych siebie na miejscu, ale w innym wypadku, kiedy nie jest to kwestia obrony koniecznej, potrzebują sędziego, osobę trzecią, którą ma być państwo.
Locke myślał więc, że te trzy problemy pojawiłyby się w anarchii, a zniknęłyby po ustanowieniu rządu albo przynajmniej dobrego rodzaju rządu. Jednak ja sądzę, że jest dokładnie odwrotnie. To anarchia może rozwiązać te trzy problemy, a państwo nie jest w stanie, co wynika z jego natury.
Zanalizujmy, jako pierwszą, sprawę uniwersalności bądź posiadania uniwersalnie znanego ciała prawnego, który ludzie znają i na niego liczą. Czy coś takiego mogłoby się pojawić w systemie bezpaństwowym ? W rzeczywistości tak było z prawem merkantylnym, ponieważ państwa go nie zapewniały. Jedną z rzeczy, która pomogła w jego zaistnieniu był fakt, iż pojedyncze państwa w Europie miały własne rządowe prawa handlowe. Każde było inne i francuski sąd nie mógł utrzymać w mocy kontraktu zatwierdzonego w Anglii i według zasad angielskiego prawa. I tak zdolność kupców do uczestniczenia w międzynarodowym handlu była utrudniana, ponieważ nie istniał jednolity system prawny dla całej Europy. Więc kupcy zebrali się razem i powiedzieli: „Musimy sami go stworzyć. Sądy wyskakują ze swymi szalonymi zasadami i każde są inne, a jeden nie szanuje decyzji drugiego. Zignorujmy ich i stwórzmy własny system.” Widzimy tutaj przypadek, gdzie ujednolicone i przewidywalne prawo jest dostarczane przez rynek, a nie państwo. Widać też, dlaczego nie powinno to być niespodzianką. W interesie ludzi zapewniających prywatny system jest stworzenia go takim, jakiego potrzebują konsumenci. Z tego samego powodu nie widzimy trójkątnych kart płatniczych. Z tego, co wiem, nie ma żadnego prawa zakazującego posiadania trójkątnej karty płatniczej, jednak gdyby ktoś chciał je sprzedawać to nie zyskałyby popularności, bo nie pasowałyby do obecnych maszyn. Jeśli ludzie pragną różnorodności, jeśli ludzie pragną różnych systemów dla różnych ludzi, rynek to zapewni. Jednak są pewne rzeczy, w którym jednolitość jest lepsza. Twoja karta płatnicza jest bardziej wartościowa, jeśli każdy używa podobnej, dzięki czemu możecie wszyscy korzystać z bankomatów gdziekolwiek pójdziecie. Tak samo kupcy, jeśli chcą zyskać, będą zapewniać jednolity system. Tak więc rynek ma motywację, by to czynić, gdy rząd niekoniecznie takową posiada.
Co do kwestii posiadania wystarczającej siły do zorganizowania obrony – nie ma żadnego powodu, by nie zaistniała takowa w anarchii. Anarchia nie oznacza, że każdy robi swoje własne buty. Alternatywą do rządu, produkującego wszystkie buty nie jest sytuacja, w której każdy robi je sam dla siebie. To samo tyczy się zapewniania usług prawnych i nie oznacza to, że każdy musi być swoim własnym niepodległym policjantem. Nie ma powodu, żeby ludzie nie organizowali się na rozmaite sposoby. W rzeczywistości, jeśli przejmujesz się brakiem odpowiedniej siły, by oprzeć się agresorowi, monopolistyczny rząd jest dużo większym agresorem niż jakaś banda gangsterów lub innych zbirów, ponieważ ujednolicił całą siłę w jednym punkcie w całym społeczeństwie.
Jednak uważam, że najbardziej interesujący jest argument dotyczący bycia sędzią w swojej własne sprawie, który to obraca się tutaj przeciwko Locke’owi. Po pierwsze, nie jest to dobry argument za monopolem, ponieważ jest błędem wysnuwania ze zdania: „każdy powinien poddać pod osąd swoje spory osobie trzeciej” tezy, iż „powinna istnieć osoba trzecia, której każdy mógłby poddać pod osąd swoje spory”. To tak jak stwierdzić, że skoro każdy lubi jakiś program telewizyjny to istnieje program telewizyjny, który każdy lubi. Jedno z drugim nie ma żadnego związku. Możemy sobie wyobrazić jak każdy przedstawia swe problemy osobie trzeciej bez istnienia osoby trzeciej, której każdy przedstawia swoje problemy. Przypuśćmy, że mamy trzy osoby na wyspie. Spór A i B jest osądzany przez C, spór A i C jest osądzany przez B, a spór B i C jest osądzany przez A. Nie potrzeba więc monopolu w celu wcielenia w życie zasady, według której ludzie powinni konsultować się z osobą trzecią w sprawie rozwiązania sporów.
Co więcej, nie tylko rząd jest niepotrzebny, ale jest instytucją, która nie jest w stanie stosować w pełni tej zasady. Ponieważ jeśli dojdzie do sporu z rządem, rząd będzie sędzią we własnej sprawie. Spór będzie rozstrzygany w rządowym sądzie (o ile masz szczęście – jeśli nie to nie dojdziesz nawet tak daleko). Oczywiście lepiej to wygląda, jeśli rząd jest wewnętrznie podzielony i wyposażony w system wzajemnej kontroli. Przybliża to do sytuacji, w której mamy osobę trzecią, ale nadal są to elementy tego samego systemu. Sędziowie są opłacani z tych samych podatków, i tak dalej. Nie jest tak, że nie możesz zastosować lepszego bądź gorszego przybliżenia do pełni tej zasady pośród różnych typów rządów. Jednak dopóki jest to system monopolowy, z natury, jest w pewnym sensie bezprawny. Nigdy w pełni nie podda swego sporu pod osąd bezstronnego arbitra, trzeciej osoby.
(4) Ayn Rand: Prywatne agencje ochrony będą ze sobą walczyć
Kolejny popularny argument przeciwko libertariańskiej anarchii brzmi: co jeśli (jest to znany argument Ayn Rand) uważam, że pogwałciłeś moje prawa, a ty tak nie uważasz, więc wzywam swoją agencję ochrony, a ty wzywasz swoją – dlaczego nie miałyby po prostu stoczyć one bójki ? Co gwarantuje, że nie rozpoczną bitwy ? Oczywista odpowiedź to: nic tego nie gwarantuje. Byty ludzkie mają wolną wolę. Mogą robić różne szalone rzeczy, w tym toczyć pojedynki. Tak samo, George Bush może zdecydować się nacisnąć jutro przycisk nuklearny. Mogą robić naprawdę wiele.
Pytaniem jest: co jest prawdopodobne ? Kto prawdopodobnie użyje w rozwiązywaniu sporu przemocy: rząd czy prywatna agencja ochrony ? Różnica polega na tym, że prywatne agencje muszą się liczyć z kosztami decyzji pójścia na wojnę. Wojna jest droga. Jeśli masz wybór pomiędzy dwiema agencjami ochrony i jedna z nich rozwiązuje sprawy głównie za pomocą przemocy, a druga poprzez arbitraż – możesz sobie pomyśleć: „Chcę tę, która rozwiązuje sprawy siłowo – to brzmi naprawdę świetnie !” Jednak wtedy Twym oczom ukazuje się wartość miesięcznej składki. Zastanawiasz się jak bardzo oddany jesteś tej wojowniczej mentalności. Możliwe, że jesteś w stanie poświęcić swoje pieniądze i płacić, ale to nadal droższe wyjście. Większość klientów zapewne powie: „Chcę skorzystać z usług agencji, która nie dolicza sobie dodatkowych opłat za użycie przemocy.” Rządy natomiast – przede wszystkim mają stałych klientów, którzy nigdzie nie odejdą – opodatkowują ich, a ci nie mają takiej opcji, by zmienić agencję, która ich „chroni”. W ten sposób, rządy mogą uzewnętrzniać koszty prowadzenia wojny dużo efektywniej od prywatnych agencji.
(5) Robert Bidinotto: Brak ostatecznego arbitra sporu
Inny częsty zarzut – można go znaleźć w wypowiedziach Roberta Bidinotto, który jest randystą i napisał wiele artykułów przeciwko anarchii (mieliśmy pewnego rodzaju debatę elektroniczną między sobą) – polega na tym, że w anarchii nie ma ostatecznego arbitra sporu. Kiedy mamy rząd, jakiś finalny sędzia w pewnym punkcie wkracza na scenę i rozwiązuje problem w ten lub inny sposób. W anarchii, skoro nie ma agencji, która ma prawo ustalenia zasad raz i dla wszystkich, nie ma także ostatecznego arbitra, a spory, w pewnym sensie, nigdy się nie kończą, nigdy nie zostają rozwiązane.
Jaka jest więc odpowiedź ? Wydaje mi się, że jest pewna dwuznaczność koncepcji ostatecznego arbitra. Przez „ostatecznego arbitra” możemy mieć na myśli arbitra końcowego w sensie platonicznym. Oznacza to kogoś, coś lub jakąś instytucję, która jakimś cudem absolutnie gwarantuje, że spór zostanie rozstrzygnięty na zawsze. Albo, inaczej, przez „ostatecznego arbitra” możemy mieć na myśli jakąś osobę, proces lub instytucję, która mniej-więcej wiarygodnie gwarantuje, że problemy zostaną rozwiązane przez większość czasu.
Jest prawdą, że w platonicznym sensie absolutnej gwarancji finalnego sędziego, anarchia takich wygód nie zapewnia. Jednakże nie jest tego w stanie zapewnić żaden inny system. Weźmy chociażby minarchistyczną republikę konstytucyjną, której zwolennikiem jest Bidinotto. Czy istnieje w tym systemie jakiś ostateczny arbiter, który gwarantuje rozwiązanie każdego procesu na zawsze ? Więc, pozywam Ciebie albo Ty pozywasz mnie lub jestem oskarżony o coś, cokolwiek – mam jakąś sprawę sądzie. Przegrywam. Odwołuję się. Odwołuję się do Sądu Najwyższego. Oni są również przeciwko mnie. Lobbuje Kongres, by zmienili prawo na przychylne moim zamiarom. Nie robią tego. Próbuję stworzyć ruch na rzecz Poprawki Konstytucyjnej. To nie skutkuje, więc zbieram ludzi razem, by głosować na nowych ludzi w Kongresie, którzy mi pomogą. W pewnym sensie to może trwać wiecznie. Spór nie jest skończony.
Jednak w rzeczywistości, większość prawnych sporów kiedyś się kończy. Ktoś zaczyna uważać, że dalsza walka jest zbyt kosztowna. Podobnie jest w anarchii i też nie ma gwarancji, że konflikt nie będzie toczył się w nieskończoność. Istnieje bardzo mało całkowicie skutecznych gwarancji. Jednak to nie powód, by nie oczekiwać działania całego systemu.
(6) Prawo własności nie może wynikać z rynku
Innym popularnym argumentem używanym przez randystów jest ten, że wymiany rynkowe z góry zakładają istnienie tła w postaci prawa własności. Ty i ja nie możemy dokonać wymiany dóbr za usługi lub pieniędzy za usługi lub czegokolwiek innego, dopóki nie istnieje stabilny system prawa własności, który gwarantowałby respektowanie tytułów własności, które posiadamy. Skoro rynek, by funkcjonować potrzebuje wcześniej prawa własności, to nie może ono być produktem samego rynku. Prawo własności musi wynikać – oni naprawdę myślą, że prawo wyłoni się z działań jakiegoś nieomylnego robota – ale nie wiemy dokładnie skąd, ale jednak na pewno nie może to być efekt działań rynkowych.
Ich myślenie wygląda mniej więcej tak: najpierw jest prawo własności i dopóki go nie ma, żadna transakcja rynkowa nie ma miejsca – każdy czeka na ustanowienie całej prawnej struktury. Gdy w końcu powstanie, możemy wszyscy zacząć handlować. To prawda, że nie można mieć funkcjonujących rynków bez odpowiedniego systemu prawnego. Jednak to nie tak, że najpierw powstaje taki system, a dopiero ostatniego dnia jego budowy i wprowadzenia go w życie ludzie zaczynają ze sobą prowadzić wymianę. Te rzeczy powstają razem. Prawne instytucje i transakcje handlowe rozwijają się razem, w tym samym miejscu, w tym samym czasie. System prawny nie jest niezależny od działalności, do której się ogranicza. W końcu, powtarzam, nie jest to żaden robot, bóg. Na istnienie prawnego systemu składają się także ludzie, którzy go przestrzegają. Gdyby każdy nie kierował się prawem, nie miałby on żadnej siły. System jest w stanie przetrwać tylko dlatego, że ludzie się z nim zgadzają. Prawny system opiera się na dobrowolnym wsparciu.
Jedną z przyczyn, dla której ludzie boją się anarchii jest ich pogląd, że rząd zapewnia coś, co podczas anarchii zostałoby im odebrane. Wierzą, że jakimś cudem to twarde oparcie, na które zawsze mogą liczyć, zniknie po unicestwieniu państwa. Nie zauważają, że to oparcie jest efektem działań ludzi z pewnymi motywacjami. Kiedy anarchiści mówią, że ludzie w anarchii zapewne mieliby motywacje do stworzenia takiego oparcia, najczęściej słyszy się coś w stylu: „Tak, ale to nie wystarczy! Nie chcę, by to było tylko prawdopodobne. Chcę, by rząd absolutnie zagwarantował mi, że do tego dojdzie !” Rząd to tylko ludzie. Polegając na konstytucyjnej strukturze rządu, jest możliwe, że będzie on się zachowywał w ten lub inny sposób. Nie da się stworzyć konstytucji, która gwarantuje, że rząd będzie szedł po jednej, jedynej „słusznej” ścieżce. Możesz próbować go jedynie ograniczyć, by bardziej możliwe było jedno zachowanie, a drugie mniej. Widzimy, że anarchia to jedynie rozbudowany system wzajemnej kontroli na szerszy poziom.
Na przykład, ludzie mówią: „Co zagwarantuje, że różne agencje będą rozwiązywały swoje problemy w pewien szczególny sposób ?” Więc, Konstytucja USA nic nie mówi o tym, co się dzieje, gdy różne gałęzie rządu nie zgadzają się ze sobą. Nie wspomina, co się dzieje, gdy Sąd Najwyższy uważa coś za niekonstytucyjne, a Kongres wręcz przeciwnie i chce wprowadzić to w życia i tak. Nie mówi nam także tego, co dzieje się, kiedy zaistnieje spór pomiędzy stanami i rządem federalnym. Obecny system, gdzie po ogłoszeniu przez Sąd Najwyższy niekonstytucyjności czegoś, Kongres i prezydent zaprzestają próby wprowadzenia tej rzeczy, ustawy, czegokolwiek – nie zawsze działa. Przykładowo Sąd uznał, że to, co robił Andrew Jackson, kiedy był prezydentem, było wbrew Konstytucji. Ten powiedział: „Podjęli decyzje, niech ją wyegzekwują.” Konstytucja nie mówi nam czy Jackson postąpił słusznie. Droga, którą teraz rozwiązujemy takie spory wyłania się ze zwyczaju. Możesz być za, przeciw – cokolwiek to jest, nigdy nie było jednak zapisane prawnie.
(7) Zorganizowana przestępczość przejmie kontrolę
Jedną z obiekcji jest możliwość przejęcia rządów przez przestępców. Jest to możliwe, ale czy prawdopodobne ? Zorganizowana przestępczość czerpie swą siłę, ponieważ specjalizuje się w rzeczach, które są nielegalne jak narkotyki, prostytucja, itd. Przez te lata, gdy istniała prohibicja alkoholowa, zorganizowana przestępczość zajmowała się właśnie handlem alkoholem. Dzisiaj, nie zajmują się już tym na tak wielką skalę. Tak więc ich siła w dużym stopniu zależy od siły rządu. To pewien rodzaj pasożyta na działaniach rządu, który zakazując czegoś tworzy automatycznie pole do rozwoju przestępczości i powstania czarnego rynku. Czarne rynki są niebezpieczne ze względu na to, że musisz się martwić nie tylko o rząd, ale także innych sprytnych ludzi, którzy pojawiają się na czarnym rynku. Zorganizowana przestępczość właśnie w tym się specjalizuje. Uważam więc, że w libertariańskim systemie jej siła by osłabła znacznie niż, jak to sugerują inni, nawet wzrosła.
(8) Bogaci będą rządzić
Kolejną troską jest przypuszczenie, że bogaci będą rządzić. W końcu czy sprawiedliwość nie będzie po stronie licytanta z największą ilością gotówki, jeśli usługi prawne zamieni się w dobro ekonomiczne ? To popularny zarzut. Interesujące, że jest szczególnie rozpowszechniany przez randystów, którzy nagle zaczęli się bardzo martwić o zubożałe masy. Który system daje bogatym większą władzę ? Obecny czy anarchia ? Pewne jest, że zawsze ma się pewnego rodzaju przywileje z racji bycia bogatym. Dobrze jest nim być. Jesteś w lepszej pozycji do przekupywania ludzi, jeśli jesteś bogaty, niż jeśli nie jesteś, to proste. Jednak obecny system tylko zwiększa siłę bogaczy. Załóżmy, że jestem zły i bogaty oraz chcę, by rząd zrobił coś, co kosztuje milion dolarów. Czy muszę dać w łapę jakiemuś biurokracie milion dolarów, żeby tak się stało ? Nie, ponieważ nie proszę go o wyłożenie na ten cel jego własnych pieniędzy. Gdyby tak było, musiałbym zapłacić mu nie mniej niż milion dolarów i jeden cent. Jednak są ludzie, którzy kontrolują pieniądze z podatków, których nie są właścicielami i nie mogą z nią zrobić cokolwiek chcą. Urzędnik nie może sobie schować miliona do kieszeni i pójść do domu (chociaż może się stać zadziwiająco podobnie). Tak więc wystarczy, że przekupię go paroma tysiącami, by ten przeznaczył te milion dolarów z podatków na mój ulubiony projekt lub cokolwiek innego i tak moc moich pieniędzy się pomnaża.
W przeciwieństwie, gdy jesteś prezesem jakiejś prywatnej agencji ochrony i chcę, byś zrobił coś za milion dolarów, musiałbym przekupić Ciebie więcej niż milionem. Siła bogaczy jest więc znacznie mniejsza w takim systemie. Oczywiście sąd, który ma reputację dyskryminującego biednych względem milionerów miałby także reputację dyskryminującego milionerów względem miliarderów. Milionerzy nie chcieliby mieć z nim do czynienia za każdym razem. Chcieliby korzystać z jego usług wtedy, gdy walczą z biedniejszymi ludźmi, nie bogatszymi. Ze względu na efekty reputacji, nie sądzę, żeby taki system był popularny.
Pojawiają się również zmartwienia o biedne ofiary, których nie stać na usługi prawne albo ofiary, które umierają bez spadkobierców (znów, randyści są bardzo zatroskani o tych biedaków). W przypadku tych pierwszych, można to rozwiązać tak jak w średniowiecznej Islandii. Jesteś zbyt biedny, żeby wykupić usługi prawnicze, ale nadal, jeśli ktoś ciebie skrzywdzi , masz prawo do rekompensaty od tej osoby. Możesz odsprzedać to prawo, jego część lub całość komuś innemu. W sumie, jest to coś w rodzaju zatrudniania prawnika za awaryjne odpłatności. Swoje prawo możesz sprzedać komuś, kto jest w stanie je wyegzekwować. Jeśli natomiast umrzesz bez spadkobiercy, w takim sensie, że jakieś dobro, które zostawiłeś było prawem do rekompensaty, może ono zostać zawłaszczone.
(9) Robert Bidinotto: Masy będą żądać złych praw
Bidinotto przedstawił kolejny ciekawy zarzut, który stoi w opozycji do tego o rządzeniu bogaczy, a mianowicie: czy Mises nie ma racji, że rynek jest jak wielka demokracja, gdzie każdy klient jest suwerenny a masy dostają to czego pragną ? To świetnie, jeśli chodzi o lodówki, samochody, itd. Nie jest to jednak pożądane w kwestii prawa. Mimo wszystko, masy to banda ignorantów, nietolerancyjnych głupców i gdyby dostali takie prawa, jakie chcą, niewiadomo, jakie okropności mogłyby z tego wyniknąć.
Oczywista różnica między ekonomiczną demokracją w znaczeniu Misesa i polityczną demokracją to fakt, że za wszystko, czego zapragniesz musisz zapłacić. To prawda, że jeśli pojawią się ludzie, którzy fanatycznie chcą wymusić jakieś okropne rzeczy na innych, wtedy anarchia może nie stać się libertariańskim rajem.
Jeśli mieszkasz w Kalifornii, masz mnóstwo osób, które fanatycznie zabroniłyby palenia. Jeśli mieszkasz w Alabamie, zamiast palenia możemy wziąć homoseksualizm, który w tym przypadku też może zostać zakazany. Zapamiętaj jednak, że będą musieli za to zapłacić. Więc kiedy dostajesz miesięczny rachunek, widzisz: podstawowa usługa – ochrona przed agresją i dodatkowa opłata za wpatrywanie się w okna sąsiadów, czy czasem nie palą lub są homoseksualistami albo cokolwiek sobie wymyślisz. Prawdziwi fanatycy zapewne stwierdzą, że są gotowi poświęcić na ten cel dodatkowe pieniądze. (Jeśli są jednak tak fanatyczni, stanowiliby również problem w minarchistycznym państwie.) Jednak ci nie do końca fanatyczni powiedzą: „Skoro wszystko, co muszę zrobić to iść zagłosować i oddać głos na prawa ograniczające wolność innych ludzi, pójdę i zagłosuję. To nic trudnego.” W przypadku, gdy muszą za to zapłacić: „Hmm, no nie wiem. Chyba będę się musiał z tym pogodzić.”
(10) Robert Nozick i Tyler Cowen: Prywatne agencje ochrony staną się de facto rządem
I w końcu ostatnia uwaga, o której chciałbym powiedzieć parę słów. Ta kwestia została oryginalnie poruszona przez Roberta Nozicka i następnie rozwinięta przez Tylera Cowena. Nozick powiedział: Załóżmy, że mamy anarchię. Mogą się stać trzy rzeczy. Albo agencje będą ze sobą walczyć – i podaje dwa różne scenariusze dalszych losów – ale o takim przypadku już pisałem, więc zajmiemy się trzecim. Co jeśli nie będą walczyć ? Potem stwierdza, że jeśli zgodzą się na te wzajemne umowy arbitrażowe, wtedy to wszystko stanie się zwykłym rządem. Tyler Cowen rozwinął ten argument i powiedział, że to co się w takiej sytuacji dzieje to zwyczajne formowanie kartelu, a w jego interesie będzie przemiana w pewną formę rządu. Każdą nową agencję mogą po prostu bojkotować.
Tak samo jak w Twoim interesie jest posiadanie karty płatniczej kompatybilnej ze wszystkimi maszynami, tak samo zakładając nową agencję ochrony, w Twoim interesie będzie przynależenie do obecnie istniejącego systemu kontraktów i arbitraży. Klienci nie przyjdą do Ciebie, jeśli odkryją, że nie posiadasz żadnych uzgodnień co do przypadków, w których jesteś w konflikcie z resztą agencji. Taki kartel jest w stanie nie dopuścić nikogo do rynku.
Czy taka sytuacja może mieć miejsce ? Jasne. Różne rzeczy mogą się stać. Połowa kraju może popełnić jutro samobójstwo. Czy jest to jednak prawdopodobne ? Czy taki kartel nadużywałby swojej mocy w ten sposób ? Problem jest taki, że kartele są niestabilne z tych samych powodów, co zazwyczaj. Nie oznacza to, że to niemożliwe, by kartel osiągnął sukces. W końcu ludzie mają wolną wolę. Jednak jest to mało prawdopodobne, ponieważ te same impulsy, które kierują Tobą do uformowania kartelu także podpowiadają, by oszukiwać. W interesie każdego jest tworzenie zewnętrznych porozumień, kiedy już się w nim znajdują.
Bryan Caplan używa rozróżnienia na bojkoty samo-egzekwowalne i bojkoty nie-samo-egzekwowalne. Samo-egzekwowalne to te, gdzie bojkot jest w miarę stabilny, gdyż jest wymierzony przeciwko, na przykład, handlowaniu z ludźmi, którzy oszukują swoich partnerów biznesowych. W takiej sytuacji nie musisz posiadać jakiegoś moralnego postanowienia, by unikać zawierania transakcji z oszustami. Masz powód, który leży całkowicie leży w Twoim interesie, by nie handlować z takimi ludźmi.
Pomyśl jednak o postanowieniu, by nie handlować z kimś, bo nie lubisz jego religii albo są członkiem złej agencji ochrony, z którą Twój przyjaciel radził Ci nie mieć do czynienia. Bojkot może zadziałać. Możliwe, że wystarczająca liczba ludzi w kartelu jest tak zaangażowana w podtrzymanie go, że nie będą się z taką osobą zadawać. Czy to możliwe ? Tak, ale jeśli założymy, że kartel powstał w wyniku ich własnego interesu, wtedy ten interes prowadzi do podważenia takiego działania. W ich interesie jest współpracować się z taką osobą, tak jak to zwykle w interesie jest uczestnictwo we wzajemnie korzystnej wymianie.
CZAS PYTAŃ
P1: Moje główne zmartwienie dotyczące anarchizmu brzmi mniej więcej tak: czemu nie możemy stwierdzić, że rząd to efekt kolejnego podziału pracy ? Przecież możliwe jest, że pewni ludzie są lepiej uwarunkowaniu do rządzenia innymi. Nie twierdzę, że anarchia nie jest w stanie zadziałać, ale z empirycznego punktu widzenia, fakt, że żaden z uprzemysłowionych regionów świata nie jest w stanie anarchii i nigdy nie był przez dłuższy okres czasu, mówi coś o stabilności i żywotności systemu ludzkiego społeczeństwa, żyjącego obecnie w państwie. Wracając do tego, co wspomniałem na początku, można postrzegać relacje między rządzącymi i rządzonymi, jako kolejny zwyczajowy podział pracy. Niektórzy posiadają zdolności przywódcze, które pozwalają lepiej zorganizować ludzi niż inni. Niektórym tego brakuje.
RL: Co do podziału pracy, to dopóki jest on dobrowolny – jeśli jesteś w czymś lepszy ode mnie i kupuję od Ciebie daną usługę – wtedy wszystko jest w porządku. Jeśli jednak rozmawiamy o podziale pracy i pewni ludzie są lepsi w rządzeniu od innych – dobrze, jeśli zgadzam się na twoje rządy – może zatrudnię Ciebie, jako mojego pomocnika, bo jesteś lepszy w podejmowaniu decyzji ode mnie, więc dokonam ostatniej decyzji zatrudnienia i od tej pory będę robił to, co uważasz za słuszne – rząd tak nie działa. Rząd nie jest moim pracownikiem, za którym kroczę bardzo wiernie. Rządzenie oznacza rządzenie ludźmi, także bez ich zgody. Podział pracy nie jest opłacalny dla każdego w sytuacji, gdy jedna grupa wymusza na innej akceptacje jej usług.
Co do pytania dlaczego nie widzimy żadnego uprzemysłowionego kraju w anarchii – oczywiście, to samo tyczy się monarchii. Jednak uprzemysłowione kraje nie istnieją wcale od tak dawna. Był czas, gdy ludzie mówili, że tylko monarchia jest cywilizowaną formą państwa. Można odszukać wypowiedzi ludzi z siedemnastego lub osiemnastego wieku w stylu: popatrz, każdy cywilizowany kraj to monarchia, demokracja nigdy nie zadziała. Mówiąc, że demokracja nie zadziała nie mieli na myśli po prostu złych rezultatów w dłuższej perspektywie, ale uważali też, że rozpadłaby się w chaos po kilku miesiącach. Cokolwiek możemy myśleć na temat demokracji, jest bardziej żywotna niż to przewidywano. Opinie są płynne. Był czas, gdy mieliśmy same monarchie. Teraz mamy semi-oligarchiczne demokracje. Noc jest młoda.
P2: Roderick, wszyscy doceniamy świetną pracę, która robisz w Mises Institute, ale Ludwig von Mises nie był anarchistą. Myślałem więc, że może opowiesz trochę o swoim instytucie i Molinari Institute.
RL: Mises nie był nawet misesistą ! [śmiech] Mam swój „think tank”, ale jest on troszeczkę mniejszy od tego. Nie jestem pewien czy ma w ogóle fizyczną strukturę. Składa się z więcej niż jednej osoby. Zarząd to trójka ludzi. Więc mamy tą trójkę i stronę internetową. Kiedyś podbijemy Ziemię – w anarchistyczny sposób. To czym się teraz zajmujemy to wstawianie do Internetu tekstów klasyków libertariańskich i anarchistów. Jest jeszcze oddzielna gałąź tej inicjatywy – Molinari Society, w którego skład wchodzą te same osoby plus jeszcze jedna. Jak na razie, jak Hayek powiedział, fakty społeczne wynikają z ludzkiej postawy w stosunku do nich i im więcej ludzi uważa, że istnieją, tym bardziej istnieją. Całe przedsięwzięcie istnieje trochę bardziej dzięki współpracy z American Philosophical Association. Naszą misją jest obalenie rządu. Złożyliśmy podanie o zwolnienie z podatku do rządu. (Zobaczymy jak bardzo są głupi ! Użyliśmy trochę innych słów w opisie, kiedy wysyłaliśmy pismo.)
P3: Miałem zamiar wzmocnić argument użyty przez pana przeciwko randystycznym obiekcjom, jakoby rynkowe transakcje wymagały pewnego prawnego oparcia. Fakt, że istnieją czarne rynki przeczy temu. Jeśli jesteś dilerem kokainy i zostaniesz oszukany przez swojego pośrednika, oczywistym jest, że nie pójdziesz do sądu i nie powiesz: „Aresztujcie go, nie dał mi kokainy, którą powinien dać”…
RL: Jestem pewien, że ktoś tego próbował…
P3: … Oczywiście, taki stan może prowadzić do przemocy, ale nie można zapomnieć, że są ludzie starający się ciebie powstrzymać. Nie tylko nie dają Ci sądzić, ale aktywnie powstrzymują przed zrobieniem danej rzeczy.
RL: David Friedman twierdził, że główną funkcją mafii jest służenie za pewien system sądowy dla przestępców. To nie wszystko, co robi, ale mafia interesuje się, jakie kryminalne działania występują na jej terytorium, ponieważ chce je ukrócić, ale również nie chce strzelaniny gangów na swoim terenie. Jeśli wystąpi konflikt, ktoś Cię oszukał i stało się to pod jurysdykcją jakiejś szczególnej grupy mafijnej, zainteresują się tym. Mafia zadziała jako pewnego rodzaju instytucja przypominająca sąd i policję.
P4: Co ochroni nas przed przemianą prywatnej agencji ochrony w rząd ?
RL: Przede wszystkim, inne agencje. Jeśli jednak jej się to uda to stanie się rządem. Przez cały czas, kiedy tylko do tego dąży, nie jest rządem, więc zakładamy, że istnieją wokół inne agencje i w ich interesie jest nie dopuszczenie do takiego rozwoju sytuacji. Czy prywatne firmy mogą przekształcić się w rząd ? Niektóre tak. Wydaje mi się, że nawet udało się to jakimś w historii. Jednak pytanie pozostaje: Czy to prawdopodobny lub nieunikniony rezultat ? Nie wydaje mi się, ponieważ istnieje zbyt dużo wzajemnych kontroli na wolnym rynku. Taki system kontroli może oczywiście zawieść w anarchii tak samo jak i w państwie. Jednakże takowy istnieje, co daje możliwość sprowadzenia innej agencji lub stworzenia nowej zanim dojdzie do tragedii.
P5: Kto najlepiej tłumaczy pochodzenie państwa ?
RL: Jest pewne popularna dziewiętnastowieczna teoria powstania państwa, którą można odnaleźć w wielu różnych formach. Jest w dziełach Herberta Spencera, Oppenheimera, u francuskich liberałów jak Comte, Dunoyer i Molinari – który nie był tak naprawdę Francuzem, był Belgiem. Ta teoria – mieli różne jej wersje, ale generalnie były podobne – omawiała przypadek tego, co się dzieje, gdy jedna grupa podbija inna grupę. Często również przekształcano ją na napaść grupy bandytów na społeczeństwo rolne.
Wersja Molinariego wygląda mniej więcej tak: najpierw grabili i zabijali ludzi. Potem wymyślili, by nie zabijać ich i odwiedzić ich ponownie za jakiś czas. Więc okradniemy ich, ale nie zabijemy. Oni się odbudują, a my przyjdziemy za rok i zrobimy to samo. Następnie pomyśleli, że jeśli zabiorą wszystko to nie będą mieli wystarczającej ilości ziaren, by zasadzić kukurydze albo nie będzie im się chciało i po prostu gdzieś uciekną, więc nie zabierzemy wszystkiego. W końcu doszli do wniosku, że nie muszą wyjeżdżać i wracać, a mogą się wprowadzić na stałe. I tak powstała klasa rządzących i rządzonych. Na początku mogli się różnić etnicznie, ponieważ pochodzili z innych plemion. Jednak po jakimś czasie nie zauważano różnicy, ale struktura rządzących i poddanych została taka sama.
Więc, to była jedna popularna teoria na temat powstania państwa.
Wydaje mi się, że inną przyczyną powstania państwa lub podobnej instytucji były podobne sytuacje, w których jednak pewna grupa odpierała atak najeźdźców. Jakaś lokalna grupa stwierdziła, że będzie chronić całą resztę przed bandytami. I udało im się. Jeśli popatrzysz na historię Anglii, to chyba właśnie to przytrafiło się angielskiej monarchii. Przed podbojem Normana, wcześniejsi monarchowie byli wojennymi liderami, których główną pracą była obrona narodowa. W samym kraju prawie nic nie robili. Byli ukierunkowani przede wszystkim przeciwko zagranicznym najeźdźcom. Był to monopol. (Kwestią sporną jest pytanie: jak go uzyskali ?) Odkąd go otrzymali, stopniowo coraz bardziej wtrącali się w sprawy krajowe.
P6: Hektor, opowiadanie Murraya o Hektorze ? To bardzo podobna historia i jest dostępna w sieci, piękna opowieść.
RL: Która opowieść o Hektorze ?
P6: Pierwsza, o tym, dlaczego mamy odchodzić, powinniśmy zostać…
RL: Ah, tak.
P6: Murray świetnie się spisał i naprawdę polecam lekturę.
RL: Gdzie można znaleźć tę opowieść ?
P6: Jest na lewrockwell.com [Jest też przetłumaczona na język polski pod tym adresem: http://www.scribd.com/doc/24706837/B...ray-N-Rothbard]
RL: Jest tam w jednym z artykułów Rothbarda ? Dobrze.
P6: Chciałbym poprzeć Twoje tezy na kilka sposobów. Na początku, kolejny argument za anarchią jest taki, że jeśli naprawdę jesteś zwolennikiem rządu, musisz być także zwolennikiem rządu światowego, ponieważ w tej chwili mamy anarchię między poszczególnymi państwami. Bardzo mało ludzi propaguje ideę światowego rządu, co jest niekompatybilne ze sprzeciwem wobec anarchii.
RL: Musi być jakiś ostatni ostateczny arbiter.
P6: Kolejna sprawa dotyczy karteli. Kiedyś National Basketball Association (NBA) liczyła osiem drużyn i nie pozwalali nikomu dołączyć, więc stworzono ABA (American Basketball Association). Więc jeśli istnieje kartel niedopuszczający innych do konkurencji, znajdą się ludzie, którzy stworzą inny kartel.
RL: Co się z nimi stało ?
P6: W końcu się połączyły. Teraz jest około trzydziestu drużyn w NBA. Jeżeli to za mało, inna liga ma szansę powstać.
RL: Ważnym punktem jest to, że w austriackiej definicji konkurencji nieważna jest ilość konkurujących firm, a wolny dostęp. Tak długo jak istnieje możliwość zaistnienie nowego konkurenta, taka sytuacja ma podobny efekt co rzeczywiste zajście.
P6: W dodatku do rozwiązywania kartelu, możesz mieć różne kartele konkurujące z pierwszym.
RL: Czy XFL miała jakiś pozytywny efekt ? [śmiech]
P6: Chciałbym zadać pytanie. W odpowiedzi na pierwsze pytanie, gdzie powiedziałeś, że powołujesz go na swojego przewodnika – czy to oznacza, że trzymasz moją stronę –
RL: Nie.
P6: - w kwestii przenośności ?
RL: Nie, nie. Dlatego stwierdziłem, że jest pracownikiem, a nie właścicielem. Wierzę w niezbywalne prawa.
P6: Jest pracownikiem, ale nie możesz go zwolnić…
RL: Mogę. Jest moim asystentem, zawsze za nim podążam, ale nie odmówiłem sobie prawa do zwolnienia go.
Roderick T. Long
Tłumaczenie - Tomasz Poborca (Kiszka)